Czy kieszonkowe wychowuje?
Artur Wójtowicz | Artur Wójtowicz | sekcja: Scenariusze zajęć z religii
Dodano: 2007-10-21 13:06:11
Cel dydaktyczny: ukazać młodzieży plusy i minusy kieszonkowego
Cel wychowawczy: Zachęta młodzieży do oszczędności.
Spis treści:
- Modlitwa
- Anonimowa ankieta wśród uczniów
- Rozmowa z uczniami
- Praca z artykułem
- Podsumowanie
Modlitwa
Anonimowa ankieta wśród uczniów
Nauczyciel rozdaje uczniom na kartce pytanie: Czy otrzymujesz od rodziców kieszonkowe?
Uczniowie odpowiadają
Rozmowa z uczniami
Chciałbym abyśmy wspólnie zastanowili się nad pozytywami i negatywami dawania kieszonkowego dzieciom. Podzieliłem naszą tablicę na pół na jednej części będziemy zapisywali pozytywy, na drugiej zaś negatywy otrzymywania przykładowej „tygodniówki".
Następnie nauczyciel stara się wspólnie z uczniami odpowiedzieć na pytanie: Ile powinno wynosić kieszonkowe?
Praca z artykułem
Nauczyciel udostępnia uczniom, bądź też sam czyta fragment artykułu Pawła Bartosika: „Kto wychowuje nasze dzieci?" zamieszczonego na http://www.kosciol.pl/ „
„Wielu rodziców myśli, że wychowuje swoje dzieci. Jeden ze znanych publicystów „Newsweeka" i „Najwyższego Czasu!", Rafał Ziemkiewicz napisał: „Myślicie, że wychowujecie swoje dzieci? Myślcie tak dalej. Jeśli nie będziecie im niczego narzucać, macie szansę zachować to błogie złudzenie jeszcze długo."
Niestety powyższe stwierdzenie jest prawdziwe zarówno w stosunku do niechrześcijan, jak i wielu chrześcijan. Nie powinna nas dziwić niechęć do narzucania dzieciom jakichkolwiek wartości moralnych przez ateistycznych rodziców odrzucających jakikolwiek niezmienny i uniwersalny punkt odniesienia, (jakim dla chrześcijan jest Biblia). Kwestionują oni istnienie standardu, który wskazuje na niezmienne definicje dobra, zła, sprawiedliwości, etyki itp. Obojętność, wydawałoby się, jest naturalnym i logicznym rezultatem ich niechrześcijańskich założeń. Na szczęście nie wszyscy z nich są w swoich założeniach konsekwentni, stąd często możemy spotkać tzw. „moralnych ateistów", którzy mogą nas, wierzących, często zawstydzać swoją postawą wobec chociażby wychowania dzieci i młodzieży.
Niestety, w wielu kościołach zdarza się, że rodzice bronią się przed wychowywaniem i uczeniem swego dziecka chrześcijańskiej wiary jako jedynej prawdy dającej prawdziwe życie. Popełniamy błąd sądząc, że skoro chrzest ma być decyzją osoby chrzczonej, poprzedzoną nawróceniem i wyznaniem wiary, to zadaniem rodziców i kościoła jest jedynie stwarzać dzieciom dogodne warunki, sprzyjające owej decyzji i w cichości na nią oczekiwać. Czy nie zdarzyło nam się powiedzieć lub usłyszeć podobne słowa: „Jakże mogę narzucać swojemu dziecku wiarę w Jezusa?! Niechże samo wybierze, co jest dla niego właściwe. Gdy osiągnie pełnoletność, samo za siebie zadecyduje."
W pewnym sensie jest to prawdą. Ale jedynie w tym znaczeniu, że człowiek sam za siebie decyduje i każdy sam za własne decyzje poniesie konsekwencje na Bożym sądzie. Jednakże nasze decyzje zawsze mają jakieś podłoże. Są podejmowane na podstawie naszej wiedzy, przykładu innych, wychowania, ćwiczenia w samodyscyplinie itp. Nic nie dzieje się w próżni, w odizolowaniu od warunków, w których wzrastamy, dojrzewamy i żyjemy.
Jeśli mówimy: „Mojego dziecka nie muszę uczyć chrześcijaństwa, jeśli Bóg zechce, zbawi je, kiedy chce i jak chce" lub: „To powinna być świadoma decyzja mojego syna lub córki, niczego nie będę wymagał ani narzucał", to nie łudźmy się, że owa decyzja kiedykolwiek będzie miała miejsce. Jeśli rodzice nie będą dzieciom niczego narzucali, (bo "przecież samo wie lepiej co jest dla niego dobre"), zrobią to specjaliści od reklamy, twórcy gier komputerowych, wydawcy czasopism młodzieżowych lub współczesnych filmów ociekających seksem i przemocą. Czasami nawet bezsilna niezgoda na coś jest lepsza niż akceptacja nieświadomego nasiąkania niechrześcijańską propagandą przez młode pokolenie.
Każdego dnia dzieci i młodzież są poddawani niechrześcijańskiej propagandzie i manipulacji. Przed każdą dobranocką lub kreskówką w krótkich spotach robi się pranie mózgu dzieciom. Każda niechrześcijańska piosenka, film i gra komputerowa jest nośnikiem jakiejś ideologii.
Oczywiście, nie chodzi o to, by zabraniać dzieciom i młodzieży chodzić do kina lub słuchać niechrześcijańskich wykonawców, jednakże musimy nauczyć się czytać, oglądać filmy, słuchać muzyki, nanosząc biblijne spojrzenie na wszystko, z czym mamy do czynienia. Musimy tego uczyć nasze dzieci, zamiast wystawiać je na podmuchy herezji, nie zdając sobie sprawy, że tracą w ten sposób biblijną ostrość patrzenia na świat. Jak napisała Nancy Wilson: „Zarówno rodzice, jak i dzieci muszą nauczyć się myśleć po chrześcijańsku. Kiedy czytamy, musimy ciągle zadawać sobie dwa pytania:, Co mówi autor? oraz: Czy to prawda? Wcale nie trzeba wysiłku, by ulec wpływom i zacząć myśleć jak niewierzący naturalista i nie zdawać sobie z tego sprawy."
Współczesnym wydawcom filmów, gier, reklam, czasopism oczywiście wcale nie zależy, aby nasze dzieci (i młodzież) były pobożne, mądre lub zdrowe. Trudno tego od nich wymagać. Chodzi oczywiście o zysk, by sprzedać jak najwięcej produktów firmy, dla której pracują. Młody człowiek (a już szczególnie dzieci) ma małe szanse, by obronić się przed umiejętną reklamą, tym bardziej, że serwują je ludzie, od których wymaga się skuteczności w swojej dziedzinie. Wiedzą o tym chociażby przywódcy sekt, którzy żerują na naiwności młodych ludzi, czarując ich „świeżym spojrzeniem", pseudo-duchowością i krytyką przestarzałych form podczas nabożeństw. Żerują na tym także producenci reklamówek dla dzieci, a szukając przykładów na naszym podwórku - ludzie pragnący zrewolucjonizować, „ożywić" chrześcijaństwo zaczynając od „młodzieżowego czadu" na niedzielnych nabożeństwach, a kończąc na opisach współczesnych wskrzeszeń.
Oczywiście, nie zawsze zło jest zapakowane w pudełku z napisem „coś złego". Wręcz przeciwnie. Jest zdobione różem, serduszkami, wolnością, luzem i uśmiechem. Mówi się, że jeśli już chcemy, by nasze dzieci miały być przed czymś chronione, to tylko przed ojcowskim klapsem.
Czy np. orientujemy się, w co pod wpływem reklam i kolorowych gadżetów grają młodzi ludzie, co oglądają, co czytają i czego słuchają? Czy w ogóle nas to interesuje? Przecież w pewnym sensie ktoś z nas zdejmuje ciężki obowiązek zajmowania się nimi. Łatwiej jest dać kieszonkowe na dyskotekę lub kino niż wspólnie poczytać Biblię, pomodlić się czy zagrać w rodzinnego „Chińczyka".
Nauczyciel razem z uczniami omawia artykuł.
Podsumowanie
Chciałbym abyśmy na zakończenie wspólnie odpowiedzieli sobie na pytanie: Czy kieszonkowe wychowuje?
Uczniowie odpowiadają.





