Marksizm czy liberalizm serca Jezusowego?

Autor: Sławomir Zatwardnicki | Nauka Kościoła o Ekonomii | Data publikacji: 2013-12-02

A może zamiast widzieć w KNS „marksizm serca Jezusowego”, należałoby ujrzeć w niej „liberalizm serca Jezusowego”?
Źródło: Photogenica.pl

Z katolicką nauką społeczną jest jeden problem – otóż może zostać łatwo wykorzystana przez jej interpretatorów jako potwierdzenie przyjętych przez nich rozwiązań społeczno-gospodarczych niekoniecznie wynikających z KNS. Może to zresztą nie tyle słabość KNS, co właśnie niecne wykorzystanie jej zalet – elastyczności, która pozwala w każdym rozwiązaniu społeczno-gospodarczym nakreślić właściwe do zastosowania wskazówki, oraz dystansu, z jakiego spogląda na konkretne modele ustrojowe, aby dokonywać ich ocen z perspektywy przyjętych przez siebie zasad i wartości społecznych. Jak okazja czyni złodzieja (ale ten odpowiada za swój czyn), tak zalety KNS powodują, że współczesnym, którym wydaje się, że są „na czasie”, podczas gdy pozostają w niewoli „ducha czasów”, niełatwo nie ulec pokusie instrumentalnego potraktowania KNS (ale nie ona jest temu winna).

Dziś przejawia się to w nazywaniu KNS – na co zwrócił uwagę Reinhard Marx – „marksizmem serca Jezusowego”, i w przyjmowaniu apriori, że społeczne nauczanie Kościoła przekładać się powinno rzekomo na rozwiązania bliższe raczej socjalizmowi niż liberalizmowi gospodarczemu. Ot, weźmy przykład pierwszy z brzegu i najbliższy kieszeni: KNS wymieni elementy „słusznej płacy”, a interpretatorzy od razu wpadają w pułapkę myślenia, że realizacja słusznych postulatów powinna zostać wymuszona socjalistycznymi środkami. Potrzeba w tej sytuacji „wyobraźni społecznej”, która przynajmniej dopuści myśl, że konkretne rozwiązania prawne, społeczne czy gospodarcze mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Mówiąc hasłowo – należałoby dziś dostrzec w KNS raczej „liberalizm serca Jezusowego”.

Jakiś czas temu „Gość niedzielny” we współpracy z Centrum im. Adama Smitha ugościł uczestników debaty zorientowanej wokół tematu polskiej przedsiębiorczości rozpatrywanej z punktu widzenia nauczania Jana Pawła II. Zapis dyskusji podsumowano wszystko mówiącym tytułem „Polska bez wolności ekonomicznej”. Tytuł jak najbardziej zasadny, jeśli uwzględnić, że polskiemu przedsiębiorcy przychodzi działać w ramach wysokich kosztów pracy, rygorystycznego prawa pracy, przepisów paraliżujących właściwą działalność firmy, praw, w których skomplikowanym gąszczu poruszać się mogą jedynie tarzani-specjaliści. Jednak, co dla mnie bardziej interesujące, wypowiedzi rozmówców potwierdziły moje przypuszczenia: zasady pomocniczości oraz solidarności, dwie ważne zasady porządkujące życie społeczne i gospodarcze, kojarzą się niesłusznie z państwową opiekuńczością.

A przecież trudno o większą pomyłkę! Jeśli KNS docenia rolę państwa, to jej nie przecenia – jeśli mówi o zadaniach państwa, to przestrzega przed rolą opiekuńczej niańki czy tym bardziej nadopiekuńczego rodzica. W wyjaśnieniu zasady pomocniczości, oficjalnie sformułowanej przez papieża Piusa XI i rozwijanej przez jego następców, pomóc mogą słowa Jana Pawła II, według którego zasada ta „głosi, że społeczność wyższego rzędu nie powinna ingerować w wewnętrzne sprawy społeczności niższego rzędu, pozbawiając ją kompetencji, lecz raczej winna wspierać ją w razie konieczności i pomóc w koordynacji jej działań z działaniami innych grup społecznych, dla dobra wspólnego” (Centesimus annus). Innymi słowy: państwu nie wolno wyręczać obywateli czy społeczności mniejszych od państwa w tym wszystkim, w czym mogą oni sobie sami poradzić. Tymczasem państwo pcha się wszędzie, gdzie nie powinno, i nie tyle pomaga, tam gdzie trzeba, ile przeszkadza, gdzie nie wolno.

Z kolei zasada pomocniczości powinna łączyć się z zasadą solidarności (i na odwrót), na co wskazał w swojej encyklice społecznej papież Benedykt XVI: „pomocniczość bez solidarności prowadzi do partykularyzmu społecznego, a solidarność bez pomocniczości przeradza się w opiekuńczość poniżającą potrzebującego człowieka” (Caritas in veritate). Ten związek pomiędzy obiema zasadami opisywał również polski piewca KNS, Czesław Strzeszewski: „pomocniczość porządkuje działalność społeczną, skierowując ją ku dobru osoby ludzkiej. Solidarność porządkuje działalność jednostek, zwracając ją ku dobru społecznemu. Podobnie porządkuje ona działalność mniejszych i niższych społeczności, skierowując je ku dobru społeczności większych i wyższych” (Katolicka Nauka Społeczna). Jeśli jednak istnieje między pomocniczością a solidarnością związek – to w przypadku niezrealizowania jednej z nich musi ucierpieć również urzeczywistnienie drugiej.

I z tym mamy właśnie do czynienia, zresztą nie tylko w Polsce. Jeśli państwo rości sobie pretensje do wyręczania obywateli, trudno od nich oczekiwać zaangażowania na rzecz sprawiedliwości, którą Jan Paweł II definiował następująco: „mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego, wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich” (Sollicitudo rei socialis). Oczywiście solidarność kuleje dziś przede wszystkim z powodu „zatomizowania” społecznego – wolne elektrony chcą furgać nieskrępowanie i niezależnie – jakby się dało – od innych. Jednak nadmierna ingerencja państwa osłabia wolę tych, którzy doceniają wagę angażowania się na rzecz dobra wspólnego: dobroczynność w Polsce zwyczajnie się nie opłaca (podatki od darowizny), jeśli w ogóle jest możliwa w sytuacji, gdy państwo kradnie większą część dochodów, aby miało z czego „poniżać potrzebującego człowieka”.

Zdaje się, że w relacji państwo-obywatel mamy dziś do czynienia z patologią: mocniejsza strona uzależniła od siebie słabszą. W konsekwencji wytworzył się niezdrowy klimat społeczny: to od państwa, które przejęło obowiązki właściwe obywatelom, oczekuje się troski o innych. To tutaj chyba znajdują swój początek postawy roszczeniowe – czyżyk urodzony w klatce opiekuńczości nie wyobraża sobie życia na wolności. W tej sytuacji potrzebna jest swoista terapia, której celem byłby powrót do normalności. Nie jest bowiem normalna sytuacja – wynikająca ze wspomnianego wyżej sprzężenia zwrotnego  pomiędzy pomocniczością a solidarnością – w której państwo wysysa energię (i mamonę) z jednostek i społeczności niższego rzędu, aby potem łaskawie ich ratować z beznadziei. Powrót do normalności musi rozpocząć się od uznania faktu, że rzeczywistość może wyglądać inaczej. Jeśli komuś brakuje wyobraźni, by taką rzeczywistość sobie przedstawić, może oprzeć się na wierze: naprawdę jest możliwe życie w innych warunkach społeczno-gospodarczych niż dzisiejsze, nawet jeśli oznaczać to miałoby wywrócenie wszystkiego na „prawą stronę”.

Należy więc wyrwać KNS z niewoli „ducha czasów”, który chciałby w niej widzieć „marksizm serca Jezusowego”. „Liberalizm serca Jezusowego” należy oprzeć na wierze w Boga i wynikającej z niej wierze w człowieka. Warto zauważyć, że Pan darzy swoich wyznawców zaufaniem i wolnością, które stanowią warunek współpracy z Nim (solidarność), co z kolei nie wyklucza ratowania ich wtedy, gdy sytuacja tego wymaga (pomocniczość). W końcu jedynie za przyjaciół oddaje się życie, a nie za sługi. Czy jednak sługa uwierzy, że może żyć jak przyjaciel? A czy rozumie, że jeśli pozostanie dalej sługą na państwowym garnuszku, może w tym garnuszku któregoś dnia niczego nie znaleźć?


Copyright © by Nowe Życie

Udostępnij w : Wyślij znajomemu



Rozwijaj z nami największy portal katolicki Opoka.org.pl

Wspieram Fundację Darczyńcy

Partner Fundacji:

Partnerzy naukowi:

Wsparcie modlitewne:

Newslettery: