słodki cukiereczek

KURSY E-LEARNING

Zobacz wszystkie kursy

PREZENTACJE

Problem z pieniądzem kruszcowym
Zobacz wszystkie prezentacje

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

Komercjalizacja Świąt - czy to coś złego?

Łukasz Adamski | Łukasz Adamski | sekcja: Biznes a etyka

Dodano: 2007-12-11 09:25:13

Rok temu prestiżowy watykański dziennik "Osservatore Romano" zasugerował ,że ze względu na coraz mocniej komercyjny charakter Świąt Bożego Narodzenia, należy je ... zlikwidować jako święto państwowe. Redaktorzy gazety podkreślali, że w dobie gdy wiele grup społecznych walczy z symbolami chrześcijańskimi (pisałem o tym w poprzednim felietonie), a społeczeństwo w imię poprawności politycznej ugina się pod ich żądaniami, tylko prawdziwie wierzący ludzie powinni celebrować narodzenie swojego Pana.

Bez przerwy słyszymy, że problem komercjalizacji Świąt Bożego Narodzenia jest wielkim wyzwaniem dla chrześcijan i próbą ich wiary. Napisano już setki tekstów o tym, jak zgubne może być zbytnie przywiązanie do świątecznej gorączki i zapominanie o „duchu" świąt. To wszystko jest prawdą. Współczesne społeczeństwa wpadają często w swoisty amok celebracji kupowania. Ludzie bez opamiętania zadłużają się przed grudniowym świętem. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że obraz zapatrzonego w pełne półki sklepowe człowieka, przedstawiany przez media jest nie do końca prawdziwy. Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan Kardynał Walter Jaspersem, zauważył, że: „Jest konsumpcja i komercyjny szał, lecz z drugiej strony nadal wielu ludzi przychodzi w święta do kościoła. Szukają spokoju, chcą uciec przed tą konsumpcją i komercją. Powstaje szansa na rozmowę, przekaz świątecznego przesłania. Dlatego Bożego Narodzenia nie można zlikwidować, trzeba je ratować." Duchowny widzi więc zagrożenie gdzie indziej i  przestrzega: „Krzyże są tępione w Europie z powodu fałszywego pojęcia tolerancji. Tolerancja to szacunek dla przekonania innych bez rezygnowania z własnych przekonań. Papież bardzo stanowczo wypowiedział się przeciwko fałszywemu pojęciu tolerancji religijnej. A my wszyscy powinniśmy zrobić to samo. Tylko wtedy będzie można ten proces powstrzymać". Nie można zapomnieć, że to właśnie w imię tolerancji antyklerykałowie chcą „złamać" nasz święty symbol. Propozycje watykańskiej gazety można potraktować jako krzyk rozpaczy. Czy jest on jednak potrzebny? Czy nasza wiara jest naprawdę zagrożona głównie przez „świąteczny kapitalizm"?

Opowieść wigilijna

Słusznie zauważył Maciej Rybiński pisząc: „Byłem zdegustowany wyobrażeniem, że oto garstka ostatnich, prawdziwych chrześcijan na czele z redaktorami "Osservatore Romano" zejdzie znów do katakumb i będzie świętować we własnym gronie, podczas gdy reszta zatopionej w konsumpcjonizmie hołoty, odartej z duchowego wymiaru, pójdzie za karę do fabryk i urzędów". Wiara w Boga opiera się tylko i wyłącznie na dobrowolności. Każdy z nas ma wolną wolę i dzięki niej powinien kierować się ku Bogu. Odgórne zakazy nie zmuszą ludzi do uczestnictwa we Mszy Świętej. Czy radykalna walka z konsumpcjonizmem jest więc antidotum na sekularyzm? Otóż nie! Uważam, że właśnie dzięki tej powszechnie znienawidzonej komercjalizacji, duch świąt przez te kilka dni w roku jest w ogóle widoczny!

„Świąteczna gorączka" sama w sobie jest niezwykle pożyteczna dla egzystencji społeczeństwa jak i indywidualnego człowieka. To właśnie w tym okresie handlowcy mogą zarobić więcej niż przez cały rok. Dzięki temu zapewniają byt swojej rodzinie, tworzą miejsca pracy (czyli dają możliwość utrzymania kolejnych rodzin) i generują wzrost gospodarczy, który przekłada się na wzrost stopy życiowej całego społeczeństwa. Z drugiej strony to właśnie atmosfera tego niezwykłego okresu: wszechobecne kolędy, kolorowe światełka, choinki i cała otoczka powodują, że ludzie są dla siebie po prostu... milsi. Dowiedzione jest, że wpływy organizacji charytatywnych w okresie adwentu są wielokrotnie wyższe (wpływy fiskusa również są dzięki zwiększonemu handlowi ogromne, ale to nieunikniony rozbój i jedyny minus „Christmas time"). Nie ulega wątpliwości, że wiele osób zapomina o narodzeniu Chrystusa w Boże Narodzenie (wciąż funkcjonuje w naszym słownictwie idiotyczne określenie - gwiazdka), ale tacy osobnicy i tak nie pamiętają o Bogu w pozostałe 335 dni w roku. Jest więc szansa, że słyszana mimochodem kolęda wypływająca z głośnika w galerii handlowej w jakiś sposób wpłynie na podświadomość niedowiarka. Jeśli to nie pomoże to zawsze można liczyć na „Opowieść Wigilijną", którą dany osobnik obejrzy w TV po powrocie z zakupów. Któż bowiem nie ogląda filmów świątecznych? A to wszystko dzięki komercjalizacji! Ktoś może zarzucić, że to demagogia. Może i tak, ale nie da się zaprzeczyć, że szansa na nawrócenia w czasie świąt jest nieporównywalnie większa niż w „normalny" dzień. Gdyby nie marketingowe chwyty, większość ludzi nie zauważyłaby rocznicy urodzin Chrystusa! Tak jak tzw. wierzący i niepraktykujący nie angażują się duchowo w Wielkanoc!  

Dziadek Mróz

Problem sekularyzacji nie jest wywołany przez pieniądze wydawane strumieniami na prezenty pod choinkę. To właśnie komercjalizacja jest skutkiem ogólnego trendu odchodzenia od religijności. Nie bez powodu lewica uderza z wściekłością w świąteczną otoczkę, domagając się usuwania z miejsc publicznych symboli chrześcijańskich. Oni dobrze wiedzą, że właśnie otaczająca nas w tym niezwykłym okresie atmosfera przeszkadza im w totalnym zabiciu boskiego pierwiastka w człowieku.

Święta Bożego Narodzenia są tak silnie zakorzenione w zachodniej cywilizacji, że nawet ogromne lobby antychrześcijańskie (coraz częściej odnoszące sukcesy) ma problem z zastąpieniem go swoimi laickimi zwyczajami. „Śmieszy mnie, kiedy naturalne, prawdziwe obyczaje zastępowane są sztuczną i żałosną szmirą. Kiedyś - w zupełnie innym miejscu - św. Mikołaja zastępowano Dziadkiem Mrozem, Boże Narodzenie - Świętem Zimy, a Trójcę Świętą „trójką": Marks, Engels, Lenin. Do czego to doprowadziło - dobrze wiemy." -  pisze Jan M. Fijor. Nie można zapominać, że Boże Narodzenie było pierwszą przyczyną globalizacji (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). Nigdy wcześniej w historii ludzkości żadne święto nie spajało tak wielu narodów w jedną wspólnotę. Idealnie to widać na przykładzie Ameryki, gdzie imigranci ze wszystkich krajów połączyli swoje rodzime zwyczaje w jedno. Brytyjczycy przywieźli jemiołę i pończochę na prezenty. Niemcy dołączyli do tego choinkę i kalendarze adwentowe. Włosi przestawili światu szopkę. Chińskie lampiony były prawzorem lampek ozdobnych. Urzędnik pocztowy Louis Prang wymyślił tradycję wysyłania kartek świątecznych. Jednak wszystkie te tradycje nie rozwinęłyby się, gdyby ktoś nie chciał zarobić! Przecież ani choinki, ani lampki nie były częścią dekoracji szopki Jezusa! A dzisiaj nie możemy sobie wyobrazić świąt bez świecidełek. Ba, nawet kościoły są oświetlone kolorowymi lampkami. Ludzie również chętniej oglądają w święta filmy religijne. A czyż nie jest to komercjalizacja? Wpływy z reklam nadawanych w trakcie filmu religijnego są dużo większe niż w powszednim dniu. A to dzięki tym reklamom, ktoś może obejrzeć „Jezusa z Nazaretu".

W dzisiejszych czasach nie można oddzielić komercjalizacji od Świat Bożego Narodzenia. Można jednak pielęgnować tradycję wykorzystując wolny rynek. Tam, gdzie jest popyt, jest i podaż... a popyt na zbawienie będzie zawsze.

Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt