słodki cukiereczek

KURSY E-LEARNING

Grosz do grosza, czyli jak inwestować
Zobacz wszystkie kursy

PREZENTACJE

Bank, pośrednicy finansowi
Zobacz wszystkie prezentacje

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

Kościół w świecie gospodarki

Michał Wojciechowski | | sekcja: Biznes a etyka

Dodano: 2007-12-10 15:23:32

Czy Kościół jest zjawiskiem gospodarczym? Gdyby ktoś w tych kategoriach próbował tłumaczyć działania Kościoła katolickiego, byłby oczywiście w grubym błędzie, gdyż jego istota leży zupełnie gdzie indziej. Skoro jednak Kościół jest widzialny, w pewnym wymiarze jest instytucją. Te cechy instytucjonalne widzi się zwykle w kategoriach prawnych, społecznych, organizacyjnych. Jako instytucja ziemska Kościół uczestniczy również w życiu gospodarczym i pewne jego cechy warto przedstawić z tego punktu widzenia, choć nie są to oczywiście cechy pierwszorzędne.

Można zacząć od tego, że Kościół instytucjonalny posiada majątek. Ma on różne składniki - najpierw nieruchomości: ziemia i budynki. Posiada też on ruchomości. Następnie, Kościół ma dochody i wydatki, związane ze swoją działalnością, poprzez które uczestniczy w życiu gospodarczym. Można wreszcie spojrzeć na Kościół jako na instytucję mającą pracowników robiących rzeczy przydatne innym, jako na swoistą „firmę".

Własność

Własność ziemi i budynków była w dawnych wiekach istotniejszą częścią stanu majątkowego niż obecnie. Jednak i dziś stanowi ona podstawowe zabezpieczenie materialne. Instytucje kościelne zważają na to więcej niż biznes, unikając w szczególności wyzbywania się nieruchomości (ich zbycie wymaga spelneinia pewnych warunków). Nadaje to ich funkcjonowaniu w sferze gospodarczej większą długofalowość i pewną tradycyjność. Wprawdzie tereny rolne, niegdyś podstawa utrzymania Kościoła, uchodziły przez pewien czas za obciążenie i wiele parafii już ich nie ma, ale istnieje świadomość, że wartość gruntów będzie rosła.

Część tych nieruchomości przynosi Kościołowi dochód, np. cmentarze, ale zwykle służą ono bezpośrednio jego działalności: przede wszystkim same świątynie, ale także plebanie, seminaria itd. Jeszcze bardziej dotyczy to ruchomości, od sprzętów liturgicznych po zbiory biblioteczne. Nie mają one bezpośredniego udziału w gospodarowaniu, chociaż, jako przydatne do działalności Kościoła, stanowią też pewną jego inwestycję.
Trzeba wreszcie odnotować, że Kościół prowadzi działalność gospodarczą. Wchodzi tu eksploatacja nieruchomości, przedsiębiorstwa, których działalność stanowi przedłużenie duszpasterstwa, jak wydawnictwa, oraz szkoły. Takie instytucje mogą być dotowane, ale oczywiście dążą do samofinansowania, czyli do osiągania zysku na normalnych zasadach rynkowych. Odrębny rozrachunek mają fundacje i w ogóle instytucje charytatywne.

Finansowanie

Przy dochodach kościelnych największe zainteresowanie budzi ich wielkość. Nie ma w niej jednak nic sensacyjnego, co by mogło budzić podziw bądź zgorszenie. Zarobki duchownego są porównywalne z tymi, jakie osiąga w Polsce wykształcony mężczyzna, a w rejonach biedniejszych niższe.

Ciekawsze jest ich pochodzenie i struktura. Źródłem dochodów Kościoła są w Polsce najpierw ofiary wiernych. Wspomniane powyżej dochody z nieruchomości i odrębnej działalności gospodarczej to tylko ułamek. Drugi odrębny ważny czynnik to wynagrodzenie za pracę z budżetu państwa, gdyż księża pracujący w szkołach otrzymują pensję nauczycielską. Na terenach biedniejszych staje się ona głównym źródłem ich utrzymania.

Oznacza to łącznie, że od strony ekonomicznej parafia nie jest lokalnym przedstawicielstwem diecezji, lecz raczej samodzielną jednostką gospodarczą, która ma swój majątek, pracowników, dochody i wydatki. Zgoda biskupa potrzebna jest przy inwestycjach. Ze względu na tę samodzielność Kościół nie ma centralnego budżetu ani pełnych sprawozdań finansowych. Wpływy w formie tacy oraz ofiar za msze, chrzty, śluby i pogrzeby w jakimś stopniu zależą od jakości „usług" oferowanych wiernym, a nie tylko od ich zamożności.

Wprawdzie postrzeganie parafii w kategoriach działalności usługowej byłoby jawnym zubożeniem, to jednak porównanie to jest pouczające. Istnieje bowiem długofalowy związek między dobrą bądź złą pracą księży a wzrostem względnie spadkiem ich dochodów. Parafia zmuszona jest funkcjonować jak mała firma, która musi się utrzymać na rynku - i czyni to dość skutecznie. Mechanizm ekonomiczny ma tu wpływ mobilizujący. Korzystna jest też decentralizacja, a tym samym bliskość do „klienta". Ujmując to mniej ekonomicznie, w tych warunkach wierni lepiej zdają sobie sprawę z tego, że i pod względem materialnym odpowiadają za swój Kościół i kościoły.

Część tych dochodów idzie na instytucje diecezjalne na zasadzie ryczałtowych podatków i zbiórek celowych (taca na seminarium); służy to kształceniu kleryków, utrzymaniu emerytów i kurii, wsparciu biednych parafii itp. Przez te instytucje przechodzi jednak tylko ułamek pieniędzy (zwykle kilkanaście procent). Ponadto istnieje podatek na rzecz państwa płacony przez księży, proporcjonalny do liczby mieszkańców ich parafii..

Konieczność zdobywania z wysiłkiem środków materialnych sprzyja rozsądnemu ich wydawaniu, jak w skromnej firmie. Pod koniec lat osiemdziesiątych w „Polityce" ukazała się pochwała księży jako inwestorów. No bo przecież firma państwowa potrzebowałaby na wystawienie takiego samego kościoła dużo więcej pieniędzy...

Jak wiadomo, istnieje alternatywna metoda finansowania Kościoła: przez podatek kościelny. W pewnych krajach, jak Niemcy, wierzący deklarują przynależność do Kościoła, a następnie płacąc podatek dochodowy uiszczają dodatkową sumę na jego potrzeby. Wtedy gros wpływów kościelnych pochodzi z podatków, odpowiednie sumy otrzymują centralne instytucje kościelne i przelewają je księżom w formie pensji bądź przeznaczają na wybrane cele. Inne sposoby finansowania mają wtedy charakter uzupełniający.
Nietrudno dostrzec, że w tym drugim przypadku finansowanie Kościoła nie jest porównywalne do uzyskiwania wpływów przez firmy, lecz do funkcjonowania państwa, które pobiera od obywateli podatki i wypłaca pensje urzędnikom. Dlatego ten system, doraźnie wygodny, jest na dłuższą metę szkodliwy, gdyż czyni z Kościoła poborcę podatkowego, sprzęga Kościół z państwem i zrywa więź między pracą duchownych a satysfakcją wiernych. Scentralizowane wydawanie jest też mniej oszczędne.
Złe skutki tego systemu w krajach podatku kościelnego są dość widoczne. I odwrotnie, można sądzić, że oddolne, zdecentralizowane i zależne od poziomu duchownych finansowanie Kościołów amerykańskich przyczynia się do ich żywotności. Dlatego przeciwny jestem podatkowi kościelnemu w Polsce. Natomiast jest oczywiście wskazane, by jeden procent podatku, skądinąd należnego państwu, przeznaczać na wybraną instytucję chrześcijańską.

W kraju jak Polska, gdzie połowę pieniędzy wydaje sektor publiczny, utrzymanie się z tej drugiej połowy, pozostawianej w kieszeniach obywateli, jest oczywiście trudne. Dlatego tak jak obywatele korzystają z rozmaitych świadczeń państwa, czyni to również Kościół, pojęty jako społeczność wiernych. Sfera ta obejmuje zwłaszcza naukę religii i wydziały teologiczne, czyli dostęp wiernych do wykształcenia religijnego. Duchowni korzystają z praw pracowniczych (płace katechetów, ubezpieczenia). W obecnych warunkach nie da się tego ułożyć inaczej.

Następnie, gdyby na Kościół i duchownych spojrzeć przez ekonomiczne końskie okulary jako na firmę i pracowników, też można by poczynić ciekawe obserwacje. Uderza wtedy staranny dobór, długotrwale przygotowanie i trwały związek z „firmą". Dotyczy to i diecezji, i zakonów. Może powstać tu skojarzenie z firmami rodzinnymi. Druga cecha, to duża samodzielność takiego „pracownika". Ma on sprecyzowane zadania, ale realizuje je właściwie sam, choć nie bez nadzoru. Sprzyja to zaangażowaniu.
Bardziej typowe jest miejsce pracowników takich jak katecheci (pracownicy szkoły zatwierdzani kościelnie) oraz rozmaici pomocnicy, jak organiści. Ale i wtedy widać dążenie do zatrudnienia osób sprawdzonych i na czas dłuższy.

*

Podsumowując, okazuje się, że instytucje kościelne w swoim wymiarze ekonomicznym mają dużo cech rynkowych, wręcz wolnorynkowych, gdyż czerpią dochód z dobrowolnych wpłat będących odpowiedzią na ich działalność. Może to kogoś zaskoczyć albo i zgorszyć, ale ekonomista zauważy, że cechy te sprzyjają sprawnemu funkcjonowaniu, skłaniając do wysiłku i inicjatywy.

Kościół ustami Jana Pawła II pochwalił wolną gospodarkę, życie na co dzień według jej reguł powinno to potwierdzać. Wolny rynek działa lepiej niż instytucje scentralizowane, a zwłaszcza służby państwowe żyjące z podatków. Tych lepiej nie naśladować. W porównaniu z biznesem na wolnym rynku Kościół przejawia natomiast dużo większą stabilność i długofalowość w działaniu, nie ulega też typowemu dla biznesu pośpiechowi i bardziej stawia na ludzi.

Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt