Podatek kościelny czyli haracz nakładany na Boga
Łukasz Adamski | Łukasz Adamski | sekcja: Biznes a etyka
Dodano: 2007-12-07 14:26:29
Nie mam zamiaru analizować struktury podatku kościelnego w krajach europejskich i jego wpływu na gospodarkę. Mnie interesuje raczej moralny aspekt pomysłu opodatkowania miłości do Jezusa Chrystusa i Jego Ojca. Opodatkowanie kultu jest niczym innym jak opodatkowaniem najważniejszej rzeczy dla katolika- jego Stwórcy. Trudno o bardziej absurdalny i bezczelny sposób na okradanie obywatela niż zabieranie mu części pieniędzy, które przeznacza na swój Kościół. Należy pamiętać, że pieniądze, które wierni dają „na tacę" nie idą tylko na renowację świątyń czy pensje dla duchowieństwa, ale są również przeznaczane na cele charytatywne czyli pomoc ubogim.
Państwo niemałą część naszych dochodów zabiera na cele charytatywne (oczywiście 60% z nich przeznaczając na pensję biurokratów) czym już znieczula na pomoc bliźnim i zabija w nas dobroczynność (pisałem o tym w poprzednich felietonach). Politycy oczywiście będą przekonywać, że pieniądze z podatku zostaną przeznaczone (jak w Niemczech) właśnie na pensję księży i kościoły. Jest to jednak typowy przykład socjalistycznego myślenia. Po co urzędnik ma rozdzielać pieniądze, które mogłyby w bezpośredni sposób iść do parafii? Odpowiedź jest dziecinnie prosta. Otóż chodzi o to, by biurokrata mógł poprzez redystrybucję wsadzić część z ukradzionych środków do swojej kieszeni. Tak właśnie tworzy się niepotrzebne miejsca pracy dla partyjnych pretorian. Jest jeszcze jeden powód dla którego lewicowcy marzą o podatku kościelnym. Celem jest laicyzacja. Powszechnie wiadomo ,że marzeniem lewactwa jest zabicie chrześcijaństwa i zbolszewizowanie współczesnego człowieka. W Niemczech państwo zwalnia obywatela z podatku kościelnego jeżeli ten jest ateistą. Część ludzi więc oficjalnie deklaruje się jako niewierzący i tym samym zmniejszają szeregi zarówno Kościoła Katolickiego jak i protestantów. Niektórzy oczywiście mogą nadal uczestniczyć we Mszy, ale cwaniactwo zainspirowane przez państwo w końcu przeradza się w bierność i porzucenie wiary. W Niemczech można spotkać wiele świątyń, które zamieniły się w puby, restauracje czy dyskoteki. Może to właśnie o to chodzi. Potężne lobby biznesmenów tylko czeka na piękne, kilkusetletnie budynki, które nadają się idealnie na oryginalne miejsce konsumpcjonizmu. Kościół dobrowolnie ich nigdy by nie sprzedał a w przypadku braku wiernych trudno jest utrzymać ogromne katedry i posiadłości. Opodatkowanie Kościoła ciągnie za sobą również problem uzależnienia go od państwa. Jeżeli do władzy dojdzie antyklerykał, może poprzez groźbę podniesienia daniny czy nałożenia na duchownych nowych świadczeń niejako sterować klerem i podporządkować go swoim zamiarom. Centralizacja wydatków zabija też konkurencyjność. Przykładem tego mogą być państwowe szkoły gdzie pensja dobrego nauczyciela i marnego jest zrównana. To samo może się stać z duchowieństwem. Jednolite zarobki spowodują lenistwo i brak chęci kapłana do cięższej pracy dla swoich owieczek. Kapłan zamieni się w zwykłego urzędnika pracującego od przysłowiowej 8 do 16 a to nieuchronnie doprowadzi do roszczeniowej postawy nieudolnych księży. Odgórny rozdział pieniędzy spowoduje również brak utożsamiania się wiernych ze swoją parafią. Dzisiaj każdy kto kładzie banknot na tacy, wie na co dokładnie zostanie on przeznaczony. Członek wspólnoty będzie go widział w formie bruku czy nowych organów i to wzmocni jego przynależność do danej wspólnoty.
Z drugiej strony uzależnienie finansowe Kościoła od państwa może się wydawać wygodne dla hierarchii a zgubne w szerszej perspektywie dla samego Kościoła. Problem ten można zaobserwować w Polsce. Na podparcie mojej tezy przytoczę fragment mojego wywiadu z katolickim publicystą Markiem Zającem.
(Ł.A)- Polscy hierarchowie sami dają asa do reki lewakom i antyklerykałom. [...] Jako liberał gospodarczy uważam, że skandalem jest 20 milionowe dofinansowanie z pieniędzy podatnika na Świątynie Opatrzności Bożej. Przecież te 20 milionów można zebrać z tacy w miesiąc.
Marek Zając - „ Mówisz jako liberał gospodarczy - i ciekawe, jak w tym punkcie Twoja logika zbiega się z logiką wiary. Popatrz na Licheń. Możesz narzekać na kiczowatą architekturę, ale jednemu nie zaprzeczysz: gigant świątynny powstał, bo tego chcieli wierni. Płacili, bo chcieli - ich święte prawo. Podobnie rzecz się miała z Łagiewnikami. Idea Bożego Miłosierdzia porwała ludzi. Słyszałeś o jakichś kontrowersjach wokół świątyni w Łagiewnikach? Tymczasem budowa Świątyni Opatrzności od początku się ślimaczy, bo została narzucona odgórnie. Inicjatywa nie wyszła oddolnie. To trochę jak z wolnym rynkiem i gospodarką centralnie planowaną. Tam, gdzie szanuje się rzeczywiste potrzeby i oczekiwania ludzi, nawet duże przedsięwzięcia idą jak po maśle. Tam, gdzie wyższy szczebel wie lepiej, czego potrzeba tym na niższych szczeblach - zaczynają się kłopoty, zniechęcenie."
Przymus płacenia na Kościół musi zawsze przynieść opłakany skutek. Pieniądze, które trafiają w ręce osoby duchownej od ogółu wiernych, w rzeczywistości pochodzą z nikąd. Przed anonimowym tłumem trudniej niż przed konkretnym wiernym jest wywiązywać się z obietnic. Poza tym finansowanie z pieniędzy podatnika świątyni jednego wyznania jest destrukcyjne. Jeżeli tworzymy, bowiem taki precedens, przygotujmy się w przyszłości na finansowanie meczetów czy synagog. Pozwolę sobie zakończyć mój wywód cytatem prof. Michała Wojciechowskiego: „Kościół katolicki, z dobrowolną przynależnością i dobrowolnym finansowaniem, stanowi pewną oazy normalności w kraju zbiurokratyzowanym i scentralizowanym, w którym żyjemy. Religia to ostatnia sfera wolna od etatyzmu - obok części pracy charytatywnej i fundacji. Pomysły „regulacji" tych sfer przez podatek (a zwłaszcza obowiązkowy, choćby z prawem wyboru adresata) to zamach na wolność."





