Pożyczanie czy lichwiarstwo?
Michał Wojciechowski | | sekcja: Biznes a etyka
Dodano: 2007-09-11 11:29:38
Procenty od pożyczek Stary Testament uznawał za zysk nieprawy, zakazując ich pobierania jako lichwy (Pwt 23,20; por. Ez 22,12; Jr 9,5; Ps 45,12). Powtarza to spora część tradycji chrześcijańskiej. W zlaicyzowanych krajach kultury europejskiej nie ma to praktycznego znaczenia, ale ponieważ analogiczne reguły głosi islam, tamtejsza bankowość musi szukać sposobów obejścia zakazu.
Tak zwana lichwa
Obecność takiego zakazu w Biblii budzi czasem niepokój. Żeby zrozumieć zakaz pobierania procentów w starożytnym Izraelu, trzeba pamiętać, że dominowała w nim gospodarka naturalna. Pożyczany pieniądz, trzymany przedtem przez właściciela pod kluczem, nie wchodził do obrotu i nie przysparzał mu zysków. Pożyczki, o których mowa, udzielane były krewnym i sąsiadom (przy czym za takich uważano także wszystkich rodaków). Pożyczka nie była przeznaczona na inwestycje, lecz na przeżycie, miała więc charakter charytatywny (Jeżeli pożyczysz ubogiemu, nie każesz mu płacić odsetek - Wj 22,24; por. Łk 6,34; 1 Tm 6,17-18). Branie procentu w takich okolicznościach uważamy i dziś za niesłuszne.
Uogólnienie takich zasad na pożyczanie w obrocie gospodarczym jest oczywistym błędem. Błąd ten popełnili bardzo liczni teologowie i kaznodzieje, skądinąd godni najwyższego szacunku, jak np. św. Bazyli i św. Ambroży. Nie rozumieli się oni jednak na ekonomii, a znali z praktyki chciwość i nieuczciwość lichwiarzy.
Ich błąd nie polega tylko na próbie zdławienia obrotu pieniężnego w gospodarce. Błędnie objaśniali też Pismo Święte. Jego właściwe rozumienie wymaga bowiem uwzględnienia, jaką sytuację mieli na myśli autorzy biblijni. Co więcej, w ustach Jezusa spotkamy ubocznie wzmiankę o odsetkach, jako rzeczy normalnej i zalecanej (przypowieść o talentach, Mt 25,27).
W kontekście celów, jakim dziś służy udzielanie kredytów i pobierania odsetek, należy je uznać nie tylko za rzecz dopuszczalną, ale wręcz dobrą. Kredyt daje dostęp do wielu dóbr, które inaczej byłyby nieosiągalne. Ile rodzin dzięki kredytowi ma swoje mieszkanie? Ile firm bez kredytów nie dostarczyłoby towarów i nie stworzyłoby miejsc pracy? Jeśli ktoś udziela kredytu, słusznie pobiera za to wynagrodzenie w postaci odsetek, gdyż pożyczonych komuś pieniędzy nie może wykorzystać inaczej, skonsumować czy korzystnie zainwestować, a ponadto pożyczanie jest przecież związane z istotnym ryzykiem. Nie znaczy to oczywiście, że nie widać tu moralnych zagrożeń i powodu do konfliktów (prorok Jeremiasz zauważył z humorem: Nie pożyczam i nie daję pożyczek, a mi złorzeczą, Jr 15,10).
Nadużycia pożyczkowe
Bank-wierzyciel ma na ogół pozycję silniejszą od indywidualnego dłużnika, często nie dość zaradnego i zamożnego. Prowadzi to do zawierania umów korzystniejszych dla kredytodawców. Warunki niebezpieczne dla klientów są zamaskowane. Niższym odsetkom towarzyszą słone opłaty z innego tytułu. Zadłużony może ponieść straty na skutek błędów formalnych; może wszystko stracić w przypadkach losowych. Bank nie jest w sytuacji przymusowej, potrzebujący pożyczki często tak (takie było podłoże dawnego lichwiarstwa).
Banki są więc w stanie zawyżyć odsetki, gdyż mają łącznie pozycję bliską monopolowej, choćby bez specjalnych tajnych porozumień. Może temu sprzyjać państwo, gdy jest właścicielem banków, gdy ogranicza konkurencję w sektorze bankowym, gdy nie dopuszcza banków zagranicznych etc. Tak się też dzieje, gdy odpowiednia instytucja podwyższa pod jakimś pretekstem stopy procentowe, jak ostatnio RPP w Polsce. Jest to nieuprawniony zysk dla banków, które już udzieliły pożyczek.
W warunkach wolnego rynku, połączonego ze skutecznym ściganiem nadużyć, te problemy byłyby niewielkie. W kraju jak Polska, gdzie rynek jest bardzo skrępowany, a prawo zawiłe, niedobre i słabo egzekwowane, ryzyko pozostaje znaczne.
Istnieje też nadużycie przeciwne, nie zwracanie pożyczek. Banki są przed tym nieźle zabezpieczone. Jest to natomiast bardzo poważny i częsty grzech w sferze prywatnej, jawna podłość wobec dobroczyńców, którzy wsparli w potrzebie. Pożyczający czy żyrant sporo ryzykuje (Pożyczają, nie oddają, jeszcze łają, mówi przysłowie parafrazujące Syr 29,6). Pokrewny charakter ma nie płacenie dostawcom.
Posiadanie akcji traktowane jest jako forma własności przedsiębiorstw. Jest to prawdą w przypadku dużych akcjonariuszy. Natomiast posiadacz mniejszej ilości akcji nie ma żadnego wpływu na swoją nominalną własność i jest faktycznie raczej drobnym pożyczkodawcą wobec dużego przedsiębiorstwa; dywidenda jest wtedy wynagrodzeniem za pożyczkę. Taki posiadacz jest słabo chroniony przez prawo, główni właściciele potrafią wyprowadzić zyski i doprowadzić do utraty wartości akcji drobnych akcjonariuszy, w tym pracowników firmy. W stosunkach pieniężnych bogatszy ma w ogóle większe możliwości popełnienia nadużyć.
Swoistą i moralnie wątpliwą formą pożyczania jest tak zwany dług publiczny. Gdy pożycza państwo lub samorząd, urzędnik podejmujący decyzje jest wolny od odpowiedzialności finansowej. Dług muszą spłacać obywatele, i to nieraz przez całe pokolenia, choć nikt ich o zgodę nie pytał. Wysoko oprocentowane obligacje państwowe to prezent dla międzynarodowych spekulantów, którzy mogą osiągnąć wysoki zysk prawie bez fatygi. Należność ściągnie za nich z obywateli poborca podatkowy.





