Niesprawiedliwości podatkowe
Michał Wojciechowski | | sekcja: Biznes a etyka
Dodano: 2007-09-11 11:15:53
Nawet przy traktowaniu podatków jako kwestii ekonomicznej, prawnej, praktycznej, czyni się pewne założenia ze sfery wartości. Obowiązek płacenia podatków jest zakorzeniony w pozytywnej ocenie społeczności ludzkiej i państwa. Z kolei pogląd na wysokość podatków zależy od tego, czy stawia się wyżej jednostkę, względnie rodzinę (wtedy podatki należy minimalizować, gdyż każdy podatek spada w końcu na jednostki), czy też raczej państwo i społeczeństwo (wówczas mają uzasadnienie wyższe podatki i szeroka sfera działań państwa). Różne formy podatków wydają się mniej lub bardziej odpowiadać idei sprawiedliwości.
Sugestie chrześcijańskie
Jakimi zasadami powinno się tu państwo kierować? Najzwięźlej przedstawiła klucz do rządzenia Księga Przysłów: "Król umacnia kraj sprawiedliwością, a niszczy go uciskiem podatkowym" (Prz 29,4). Sprawiedliwość może się wydać zasadą zbyt ogólną, ale niesłusznie. Nie tak trudno odróżnić sprawiedliwość od jej braku.
Biblia i tradycja chrześcijańska uznają oczywiście obowiązek płacenia podatków, ale potępiają nadużycia władzy w tej sferze: Oto jest prawo króla mającego nad wami panować. Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni [...], uczyni ich [...] robotnikami na swojej roli i żniwiarzami [...] Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze również najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje swoim dworzanom. Zasiewy wasze i winnice obciąży dziesięciną (1 Sm 8,11-18, ze skrótami).
W zacytowanych wyżej zdaniach z Pisma Świętego potępiony został ucisk podatkowy. Podtrzymuje to Kościół; np. papież Leon XIII pod koniec encykliki Rerum Novarum (1893) stwierdził, że wysokie podatki stanowią zamach na święte prawo własności (a trzeba pamiętać, że podatki i tak były wówczas w Europie sporo niższe niż obecnie).
Przykłady
Niektóre rodzaje podatków są bardziej podejrzane niż inne. Rażący jest podatek spadkowy. Ściąganie haraczu z powodu śmierci człowieka wydaje się czymś niegodnym. Należy to znieść całkowicie, a nie tylko ograniczać.
Nie tak dawno związki górnicze zażądały, by pracownicy kopalń otrzymali część zysków spółek węglowych. Wzbudziło to słuszne sprzeciwy, bo przecież straty kopalń nie są odejmowane od górniczych pensji. Tymczasem górnicy zażądali po prostu tego samego, co robi rząd pobierający podatek od zysków przedsiębiorstw! Gdy ponoszą one straty, władza w nich nie uczestniczy (chyba, że jest to jakaś marnotrawna firma państwowa). Samo założenie tego podatku jest więc niesprawiedliwe.
Sprzeciw moralny budzą pewne zasady płacenia VAT. Trudno się nie oburzać na ściąganie VAT od towarów oddawanych przez wytwórcę za darmo (np. piekarz zaopatrujący domy opieki; wydawca przekazujący niesprzedane książki). Nie należy też ściągać tego podatku, gdy odbiorca nie zapłacił za towar. Niesłuszne jest traktowanie sumy uzyskanej za sprzedaż mieszkania jako dochodu obciążonego podatkiem.
Maskowanie
Gdyby obywatele płacili 50% podatku od wszelkich wpływów, ściąganego bezwzględnie i jawnie, albo takiż VAT, każdy rząd by wkrótce upadł. Dla niepoznaki podatki odlicza się więc przed wypłatą (czyniąc z pracodawców bezpłatnych podwykonawców fiskusa). Dla niepoznaki wlicza się podatki w ceny. Stosuje się podatki mniejsze, ale liczniejsze (dochodowy, VAT, akcyza...). Wreszcie część z nich nazywa się inaczej.
Pomagają w tym sprytne, zawężające definicje słowa "podatek". I tak cła, czyli podatek od przewiezienia towaru przez granicę, można w budżetach znaleźć w rubryce dochodów niepodatkowych państwa. Podatkiem jest "składka" na ZUS, gdyż uzyskiwane z niej pieniądze idą na spłatę zobowiązań państwa w postaci rent i emerytur, a płacący składkę otrzymują w zamian tylko obietnicę, że inny rząd kiedyś coś im na starość zapłaci (wady tej nie mają oszczędności gromadzone w dalszych filarach, aczkolwiek należy wątpić, czy oszczędzanie to jest korzystne). Podatkiem jest składka zdrowotna, gdyż jej wysokość zależy od dochodów, podczas gdy w prawdziwych ubezpieczeniach tak by nie było (więcej płaciłby palący, a nie pracowitszy). Warto zauważyć, iż w niektórych krajach ten fałsz językowy nie jest praktykowany i mowa tam o podatkach socjalnych.
Podatkami są również liczne opłaty, jak np. abonament państwowej TV, obowiązkowy także dla oglądających inne stacje. Ich wysokość bywa zawyżona w proporcji do wartości usługi otrzymywanej w zamian, a ich liczba idzie w setki.
Bardzo nieścisła jest też nazwa podatku dochodowego. Dochód to coś, co zostaje po odliczeniu wydatków. Tymczasem w deklaracjach PIT odejmuje się od przychodu tylko niewielkie "koszty uzyskania", na poziomie wydatków na dojazd do pracy. A przecież pracujący ponosi inne koszty, np. koszty kształcenia (wydatki na nie powinny być odliczane od podstawy opodatkowania). Następnie zauważmy, że jedzenie, mieszkanie i ubranie zarówno z indywidualnego, jak z ogólnoekonomicznego punktu widzenia stanowią niezbędny koszt wykonania pracy! Tych wydatków się jednak nie odlicza. Zatem nie jest to podatek od "dochodów osobistych", lecz od zarobków. Prawdziwy dochód - to, co można by zaoszczędzić po odliczeniu wydatków na życie - zwykły człowiek oddaje państwu prawie w całości.
Jedynie w przypadku pracy twórczej z ryczałtem 50% na koszt uzyskania przychodu można mówić o rozwiązaniu w miarę normalnym. Fiskus uznał to za przywilej...
Zamaskowaną formą podatku jest też deficyt budżetowy. Jeśli państwu wolno wydać pieniądze, których nie uzyskało, oznacza to utratę wartości (siły nabywczej) pieniędzy posiadanych przez obywateli.
Transfer
Wszystko jest w porządku, jeśli z podatków opłacane są wydatki zbiorowe konieczne dla wspólnej korzyści, jak wojsko, policja i sądy. Skoro jednak państwo wypłaca liczne świadczenia indywidualne i zbiorowe, np. godząc się na rozmaite przywileje dla grup zawodowych, oznacza to, że system podatkowy służy wyzyskiwaniu jednych obywateli przez drugich, a więc pewnego rodzaju kradzieży. Podobny charakter ma utrzymywanie przerośniętej administracji. Odpowiednia część podatków to pieniądze wyciągnięte z kieszeni obywateli na rzecz klasy darmozjadów.
Jeśli państwowa czy już prywatna spółka otrzyma od państwa pozycję quasi-monopolową, oznacza to, że państwo pozwala jej w pewien sposób opodatkować użytkowników. Państwo jest wspólnikiem tego procederu jako udziałowiec spółki lub z tytułu podatków od jej dochodu. Swoistym podatkiem pompowanym do prywatnych kieszeni mogą też być wysokie taksy notarialne i komornicze.
Zdzierstwo
Trudno oczywiście uznać za moralnie obojętną samą wysokość podatków. Wydawanie około połowy produktu krajowego przez państwo, jak ma to miejsce w Polsce, nie da się usprawiedliwić ani moralnie, ani ekonomicznie. Jest to owoc pracy obywateli, o którym decydują rządzący. Z jakiej racji? Stoi za tym pogardzający indywidualną osobą kolektywizm i etatyzm, przekonanie, że prawa i obowiązki państwa są ważniejsze.
Stoi też za tym mniej lub bardziej otwarte zakwestionowanie prawa do własności, a więc i przykazania "nie kradnij". A skoro wysokie podatki hamują rozwój, obywatele tracą również szansę na znaczniejszą poprawę losu w przyszłości.
Ta połowa w rękach państwa, dodajmy, to wielkość średnia. Rolnicy i emeryci są opodatkowani niżej, co oznacza, że pracujący na pensji oddaje co najmniej dwie trzecie tego, co wypracował, a czasem i trzy czwarte.
Państwo powołuje się na liczne i pilne wydatki - ale czy wydatki obywateli są mniej naglące? Tyle że mają oni słabszą pozycję. Gdyby zsumować propozycje wzrostu wydatków publicznych we wszystkich sektorach, zawarte w programach wyborczych, wyszłoby zapewne, że władza gotowa jest wydać cały dochód narodowy, albo jeszcze więcej. Czy mamy naiwnie wierzyć, że urzędnicy lepiej wydadzą nasze pieniądze na nasze potrzeby, niż my sami?
Wspomniany wyżej podatek od zarobków ma taką moralną i ekonomiczną wadę, że im ktoś jest pilniejszy i zaradniejszy, tym więcej musi zapłacić. Uwypukla to jeszcze progresja podatkowa, której progi są w Polsce bardzo niskie i biją w klasę średnią. Jakimś usprawiedliwieniem progresji mogłoby być to, że od pewnej granicy już się nie płaci podatku socjalnego na ZUS. Inaczej też wygląda ubezpieczenie zdrowotne najbogatszych. Jednakże progi są tak ustawione, że w pewnej strefie już płaci się 30% podatku "dochodowego", a nadal płaci się ZUS - w rezultacie łączne obciążenie wynagrodzeń między 3 a 6 tysięcy złotych netto miesięcznie jest większe niż dochodów naprawdę wysokich!
Łapczywość władzy przejawia się też w prawodawstwie podatkowym: arbitralnym, niejasnym, skomplikowanym. Powszechnie wiadomo, że jest ono przyczyną udręczenia i dodatkowych kosztów. Pozwala urzędnikom skarbowym pod byle pretekstem gnębić podatnika, a już szczególnie przedsiębiorcę. Panuje pogląd, że przedsiębiorcy sobie radzą, ale faktycznie uznać ich trzeba za grupę dyskryminowaną.
W Polsce ostatnie zmiany w tej sferze, poprawki w prawie oraz obecne i planowane obniżki obciążeń idą w dobrą stronę i zasługują na uznanie. Do wyjścia z podatkowego bagna mamy jednak nadal dość daleko...
*
Opisane powyżej nadużycia państwa w sferze podatkowej mają rozmaite, szeroko znane skutki negatywne w sferze czysto ekonomicznej. Okazuje się jednak, że są one najpierw moralnie nieuczciwe, niesprawiedliwe. Różne formy kradzieży i kłamstwa ze strony rządzących rozkładają bowiem życie gospodarcze i społeczne. Natomiast kraj z uczciwym, jasnym i umiarkowanym systemem podatkowym byłby również krajem wielkiego sukcesu gospodarczego.





