Nie ma państwa bez podatków
Michał Wojciechowski | | sekcja: Biznes a etyka
Dodano: 2007-09-11 11:10:55
Podatki budzą jednak niechęć. Czasem postrzegane są jako wyzysk i rabunek. Czasem uchodzą za przykry, choć konieczny przymus (Franklin stwierdził, że każdy musi dwie rzeczy: umrzeć i płacić podatki). Utopijni anarchiści wyobrażają sobie życie bez państwa i podatków. Jednakże człowiek jako istota społeczna nie może funkcjonować bez organizacji tego rodzaju. Można zatem wyobrazić sobie podatki jako pewnego rodzaju płacenie za zakupy. Unikanie tego nie ma sensu, o ile tylko otrzymujemy w zamian odpowiedni towar.
Konieczność podatków wynika stąd, że państwo samo w sobie niczego nie produkuje, ani tym bardziej nie "daje", jak to sobie wyobrażają korzystający z zasiłków, lecz zużywa dobra wyprodukowane przez obywateli. Utrzymywanie państwa bez podatków, z państwowej własności, jest możliwe, ale nieefektywne, gdyż taka własność jest z zasady gorzej zarządzana niż prywatna. Dobrze to wiemy z doświadczeń socjalizmu.
Zasada
W Piśmie Świętym, mimo że krytykuje ono nieraz rządzących, znajdziemy potwierdzenie, że należy płacić podatki. Stary Testament krytykuje chciwość królów (1 Sm 8,11-18; Prz 29,4; Jr 22,13.17-19), ale nakazuje też wielokrotnie płacenie dziesięciny, dziesięcioprocentowego podatku na rzecz świątyni i potrzebujących. Uzasadnia to umiarkowaną składkę na pomoc potrzebującym i na Kościół.
Jezus zapytany o płacenie podatku cesarzowi odparł, że należy "oddać cesarzowi co cesarskie" (Mk 13,17 i teksty równoległe). Jest to tym bardziej znaczące, że ówczesna Judea pozostawała pod władzą Rzymu, przez wielu odczuwaną jako okupacja.
Z tekstu tego wielu apologetów władzy wyprowadzało obowiązek posłuszeństwa wobec wszelkich decyzji rządzących. Tymczasem Jezus zastrzegł: "ale co Bożego, Bogu!". Przykazania Boże są na pierwszym miejscu. Następnie, jego polecenie dotyczyło ściśle biorąc podatku pogłównego (gr. kensos, od census), którego wysokość była wtedy niewielka.
Analogicznie rozumieć trzeba zdanie św. Pawła (Rz 13,1-7), który stwierdza, że wszelka władza pochodzi od Boga i nakazuje płacić podatki. Użyte tu słowo greckie "władza", exousia, oznacza władzę legalną, prawowity autorytet (władza państwowa czerpie autorytet z Boga, a nie z siebie samej; jest namiestnictwem). Św. Paweł zaraz potem mówi o tym, że władza złych karze, a dobrych nagradza - istotnie, bez tej cechy nie zasługiwałaby na uznanie. Pisze wreszcie, żeby lojalnie płacić podatki. I on ma na myśli pogański Rzym, ale rządy rzymskie były w jego epoce sprawiedliwe (w imieniu nieletniego jeszcze Nerona rządził wtedy filozof Seneka).
Stosownie do tego tradycja chrześcijańska zawsze uważała płacenie podatków prawowitej władzy za obowiązek moralny, jeśli tylko władza spełnia swoje istotne funkcje. Katechizm Kościoła katolickiego tak streszcza główne obowiązki wobec dzisiejszego państwa: Uległość wobec władzy i współodpowiedzialność za dobro wspólne wymagają z moralnego punktu widzenia płacenia podatków, korzystania z prawa wyborczego, obrony kraju (nr 2240). Oszustwa podatkowe są wymienione wśród przestępstw przeciwko własności (nr 2409).
Płacić czy nie płacić?
Już wiemy, że w zasadzie tak. Ale czy zawsze? Kolektywiści i inni wielbiciele państwa skłonni są uważać, że państwo i społeczeństwo ma pierwszeństwo przed osobą ludzką i rodziną, czyli że potrzeby ogólne są ważniejsze. Wierzą też oni, że instytucje państwowe lepiej wydadzą pieniądze niż sami obywatele - wtedy szkolnictwo państwowe uzasadnia się tym, że rodzice sami by nie posłali dzieci do szkoły itd. W takiej optyce wszelkie podatki okazują się słuszne i celowe...
Jest to oczywiście błąd. Dobro wspólne, do którego ma dążyć państwo, nie jest abstrakcją, lecz przekłada się na dobro poszczególnych osób. W społeczności realizują one te cele, których nie są w stanie osiągnąć indywidualnie. To jest sfera działania państwa, jego służby.
Państwo wypełnia z korzyścią dla obywateli szereg ważnych funkcji. Na pewno nie należy więc uchylać się od utrzymywania wojska, policji i sądów. Jeśli my sami czy rodzina korzystała, korzysta, będzie korzystać ze szkoły państwowej, nie byłoby słuszne uchylanie się od podatku na nią. To samo dotyczy innych świadczeń. Wolno jednak sądzić, że w ostatecznym rachunku rozbudowany system świadczeń państwowych finansowanych z podatków jest ekonomicznie i społecznie mniej korzystny od wolnej gospodarki.
Celowość podatków byłaby widoczniejsza, gdyby miały one określone przeznaczenie, a nie trafiały do jednego budżetowego worka. Obywatel nie wie, na co daje. Zatem wydatki państwa powinny być przejrzyste. Lepiej byłoby na przykład, żeby szkołę opłacać poprzez czek oświatowy, a nie przez administracyjny rozdział środków.
Z punktu widzenia moralnego obywatel miałby bowiem prawo uchylić się od płacenia tej części podatków, która jest przejadana i marnowana przez biurokrację. Byłoby też rzecz jasna sprawiedliwe, gdyby to, co na naukę czy leczenie wydaje się z własnej kieszeni, było odliczane od podatków czy składek.
O podatkach niesprawiedliwych napiszę osobno. Tu natomiast trzeba wspomnieć kwestię, czy podatek niesprawiedliwy i rujnujący powinien być płacony. Wolno uznać, że nie, nawet jeśli władza grozi za to karami. Państwo nie ma bowiem prawa działać nieuczciwie, niezgodnie z zasadą sprawiedliwości i przykazaniami Bożymi. W wielu przypadkach działanie w tak zwanej szarej strefie ma więc uzasadnienie, choć oczywiście nie zawsze.
Istnieje wreszcie możliwość, że władza obraca się w tyranię, a państwo w organizację przestępczą. Znosi to oczywiście obowiązek świadczeń wobec państwa; rabunkowe podatki nie różnią się wiele od haraczu za opiekę ściąganego przez mafię. Jak zauważył św. Augustyn, bez sprawiedliwości państwo jest bandą rozbójników.





