Etyka, miłość i wsparcie
Maciej Zięba OP | | sekcja: Biznes a etyka
Dodano: 2007-05-08 00:00:00
W czasach antycznych bogacze otoczeni bywali pogardą, a bogacenie się było czymś nieetycznym, bezlitosnym i brutalnym. Trudno zatem się dziwić, że pierwsi chrześcijanie, wychowani w kulturze antycznej, jednostronnie interpretowali słowa Chrystusa o bogaczach oraz bogaceniu. Zwłaszcza, że przez pierwsze trzy stulecia chrześcijaństwo było, w zasadzie, religią społecznych nizin.
W zasadzie byli oni przekonani że Chrystus po prostu potwierdza - a nawet radykalizuje - powszechne przekonania o niemoralności bogacenia się oraz o złej reputacji wszystkich bogaczy. Niekrytyczna lektura Nowego Testamentu może sprzyjać takiej interpretacji. Sporo w nim uwag krytycznych pod adresem ludzi bogatych, sporo też zaleceń aby bogacić się w dobra duchowe, a nie w ziemskie. W dwóch najsłynniejszych przypowieściach los bogatych wydaje się być przesądzony: w przypowieści o bogaczu i Łazarzu (zauważmy przy tym, że żebrak nosi konkretne imię a bogacz występuje in genere, jako reprezentant gatunku) po śmierci biedak niejako „automatycznie" idzie do nieba, a bogacz „automatycznie" - do piekła (Łk 16,19n), natomiast w przypowieści o „wielbłądzie i uchu igielnym" (Mt 19,43n) nie dość, że nie jesteśmy w stanie wyimaginować sobie przechodzenia wielbłąda przez igielne ucho, to wiemy także, iż zwierzęciu temu łatwiej będzie dokonać tego przejścia, niźli bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego.
Wpływ kultury, status społeczny oraz brak wykształcenia i erudycji sprzyjały jednostronnej interpretacji przypowieści biblijnej. Koncentrowano się na bogactwie jako takim nie dostrzegając, że w przypowieści o Łazarzu, krytykowany jest nie status majątkowy bogacza (który zresztą okazuje się wrażliwy i troszczący o swoją rodzinę), ale problemem jest jego niedobra beztroska, niedostrzeżenie, że u progu jego domu leży człowiek potrzebujący pomocy, któremu nawet psy okazały więcej współczucia niż właściciel domu.
Podobnie jest z przypowieścią o wielbłądzie. Primo, jeszcze przed przytoczeniem przypowieści Jezus mówi w formie uroczystej: Amen, Amen, „Zaprawdę, Zaprawdę powiadam wam - bogatemu trudno będzie wejść do Królestwa Niebieskiego" co, z jednej strony, w kontekście tego co powiedziano powyżej nie powinno dziwić, ale też, secundo, stawia przed bogatymi znacznie mniej radykalne wymagania niż test „ucha igielnego".
Co więcej, kluczem do zrozumienia tej przypowieści, jest reakcja - bardzo przecież ubogich -słuchaczy, którzy - miast się ucieszyć z potępienia bogatych - wpadli w popłoch: „słysząc to uczniowie przerazili się bardzo i pytali: któż więc może się zbawić?". Przypowieść ta bowiem nie jest polemiką z ludźmi bogatymi, ale z rozpowszechnionym wówczas pośród żydami poglądem, że jeśli Bóg komuś darzy i przeznacza go do zbawienia, to oznaki swej łaski okazuje już w doczesności. Bogactwo było więc dla żydów symptomem Bożego błogosławieństwa. Stąd też przerażenie uczniów - jeśli nawet bogaci mają minimalne szanse na zbawienie, to biedacy są po prostu bez szans. Dlatego istotą przypowieści była polemika z takim poglądem oraz teologiczna nauka, że zbawienie jest darmowym Bożym darem całkowicie niezależnym od statusu społecznego.
Rekapitulując całość nauczania Pisma Świętego o bogaceniu się kładzie ono nacisk na trzy aspekty. Primo, bogacenie musi dokonywać się etycznymi środkami. Secundo, człowiek nie może dać się owładnąć stałemu pomnażaniu bogactwa, bogacenie nie może stać się jego podstawowym celem. Głównym celem naszego życia jest bowiem wzrastanie w miłości. Tertio, jest wielu ludzi, którzy z różnych względów, nie radzą sobie na wolnym rynku, jest też wiele wymiarów życia społecznego, które rynkowi nie podlegają. Należy wspierać finansowo i tych ludzi i te dziedziny życia (dzieła charytatywne, edukacja, lecznictwo, kultura i sztuka).
Dodajmy jeszcze dwie uwagi na temat wielowiekowego wpływu Biblii na życie gospodarcze, krajów które przyjęły chrześcijaństwo. Pierwsza dotyczy pracy, druga lichwy. Praca Jezusa u boku św. Jezusa, a zwłaszcza pracowite życie św. Pawła oraz jego nauczanie z słynnym: kto nie chce pracować niech też nie je (bardzo często trawestowane w historii na: kto nie pracuje nich nie je! (2 Tes 3,10) dowartościowały znaczenie pracy ludzkiej. Wyrazem tego będzie przyjęcie przez zakon benedyktyński dewizy ora et labora. Fakt, że mnisi zakonu mającego decydujący wpływ na kształt kultury wczesnego średniowiecza i cieszący się znacznym prestiżem społecznym oddawali się pracy fizycznej istotnie wpłynął na docenienie znaczenia pracy człowieka.
Przed lichwą w jej różnorodnych postaciach przestrzega Pismo Święte wielokrotnie mając zazwyczaj na myśli wszelkie formy oszustwa i malwersacji w handlu. Połączenie tego znaczenia z pożyczkami na procent, które w ekonomii jako grze o sumie zerowej, wyglądały na wyzysk, zaważyły niefortunnie na losach średniowiecznej gospodarki.
Definicja św. Ambrożego: usura est plus accipere quam dare - lichwą jest otrzymanie więcej niż się dało, powtarzana potem wielokrotnie przez największe autorytety średniowiecza bez wątpienia przyhamowała rozwój handlu i gospodarki na całe tysiąclecie.
Maciej Zięba OP





