słodki cukiereczek

KURSY E-LEARNING

Ekonomia wokół nas
Zobacz wszystkie kursy

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

Co ma teologia do gospodarki

Michał Wojciechowski | | sekcja: Biznes a etyka

Dodano: 2007-04-30 12:15:06

Gospodarka, patrząc moralnego z punktu widzenia, zmierza do słusznego celu, jakim jest zaspokojenie ludzkich potrzeb materialnych. Gospodarowanie potrzebuje zarazem ram prawno-moralnych, żeby go nie zrujnowały rozmaite nadużycia. Jak jednak te powiązania mają wyglądać w praktyce? Jak etyka chrześcijańska może być zastosowana do życia społeczno-gospodarczego dzisiaj?

Tak zwany KNS

Nie jest wcale tak łatwo podać szczegółowo, czego chrześcijaństwo naucza na tematy moralno-ekonomiczne. Duchowni i politycy katoliccy powołują się nieraz na „katolicką naukę społeczną", ale czym ona właściwie jest? I na ile jest wiążąca?

Nazwą tą określa się nowszą, powstałą w katolicyzmie XIX wieku refleksję teologiczno-moralną nad życiem społecznym. Jej głównym źródłem jest oficjalne „społeczne nauczanie Kościoła", czyli zbiór wypowiedzi papieży i biskupów na powyższe tematy, powstałych w tymże okresie.

Uznany status tej dyscypliny i mnogość studiów z nią związanych nie zwalnia od zadania pewnych pytań. W katolicyzmie źródłem zasad wiary i moralności jest Pismo Święte i Tradycja. Pojęcie „Tradycji" oznacza tutaj to, co w życiu i nauce Kościoła ma charakter stały: to, co Kościół niezmiennie czyni i twierdzi. Biblia jest dla tak rozumianej Tradycji głównym źródłem i trzonem. Gdzie tu umieścić katolicką naukę społeczną?

Na ogół nie powołuje się ona bezpośrednio na te źródła, lecz na bieżące, często doraźne nauczanie przedstawicieli Kościoła w czasach nowszych. W wielu miejscach powtarzało ono po prostu stałe zasady nauki Kościoła. W sprawach bieżących, jak problemy polityczne i społeczne, nie ma ono jednak bynajmniej takiej rangi, co dogmaty wiary. Zawiera pewne potrzebne wiernym wskazówki, możliwie najlepsze, jakie w danym momencie da się sformułować. Tym samym podlega jednak krytyce i ulepszaniu. Ponadto nauczanie to nie jest jednolite.

Występują tu, jak widać, dwa problemy. Pierwszy, to więź takiej nowożytnej katolickiej nauki społecznej z Biblią i Tradycją. Na ile się ona na nich opiera? Nietrudno stwierdzić, że cytaty biblijne są w książkach z tej dziedziny nieliczne i służą często za ozdobnik. Np. w bliskim konserwatyzmowi podręczniku kardynała Höffnera uzasadnienie własności prywatnej odwołuje się do wielu argumentów moralnych i praktycznych, zresztą słusznych, ale nie do przykazania „nie kradnij"! W dodatku do wielu tematów faktycznie trudno znaleźć w Biblii wskazówki.

Drugi problem to uwikłanie katolickiej nauki społecznej w problemy i prądy myślowe obecnej doby. W XIX wieku był to spór z ideologicznym liberalizmem, który nadal rzutuje negatywnie na stosunek katolików do wolnej gospodarki, mimo jej uznania ze strony choćby Jana Pawła II w encyklice Centesimus annus. W XX wieku wiele katolickich niby wypowiedzi z tej dziedziny wynikło z naśladowania socjalizmu, powtarzania jego analiz i propozycji w chrześcijańskim sosie. Prowadzi to nieraz to występowania w kazaniach sloganów lewicowych. Są one świadomie powielane w „teologii wyzwolenia", a nieświadomie w całym świecie katolickim, poddanym presji ideologii socjalistycznej - także w Polsce. Przedstawiciele katolickiej nauki społecznej wikłali się też w uzasadnianie bieżących koncepcji partii chadeckich.

Dzisiejsza specjalizacja wszelkich studiów powoduje przy tym, że rzadko kiedy teolog wypowiadający się na tematy gospodarcze studiował też ekonomię. Są tacy, ale naprawdę nieliczni. Na dodatek ekonomia ekonomii nierówna, a jej uprawianie nadal jest zideologizowane. W związku z tym w wielu kościelnych głosach na tematy moralno-gospodarcze widać nie tylko niewiedzę ekonomiczną, lecz także uwikłania ideologiczne oraz nieświadomość, że wkracza się do innej dziedziny wiedzy.

Żeby nie wyszło, że przyganiał kocioł garnkowi, powiem może w tym miejscu, dlaczego ten teolog, wyspecjalizowany skądinąd w Biblii i starożytności, zajmuje się powyższą tematyką. Mój ojciec był profesorem ekonomii, dzięki czemu mogłem wielu rzeczy wcześnie się dowiedzieć, a także na początku studiów czytać Adama Smitha i „The Economist". Na styk obu dziedzin nie patrzyłem z jednej strony.

Dwie nogi

W gruncie rzeczy twierdzenia moralne i teologiczne, które mają za temat życie społeczne i gospodarcze, z zasady opierają się na dwóch przesłankach. Jedna z nich to prawdy moralne ugruntowane w Piśmie Świętym i stałym nauczaniu Kościoła. Ich treść, pod warunkiem prawidłowej interpretacji źródeł, teologia może ustalić w sposób pewny. Druga przesłanka to analiza zjawisk politycznych i gospodarczych, a więc jakaś wiedza i ocena z zakresu politologii, socjologii i ekonomii. Oprócz tego, że teolog może się na tych sprawach zwyczajnie nie znać (jak i ekonomista na teologii i etyce), sądy w dziedzinie nauk społecznych, jako oparte na wiedzy częściowej oraz mniej lub bardziej uwikłane w ideologie, są z natury niepewne.

Wnioskowanie na podstawie przesłanek różnej natury jest samo w sobie trudne, a w dodatku, patrząc w perspektywie roszczeń teologii do podania stałej prawdy, jedna z tych dwóch przesłanek jest ziemska i ograniczona. Teologiczne oceny zjawisk dzisiejszych, w tym ekonomicznych, stoją jakby na dwóch nogach, z których jedna opiera się na pewnym gruncie, ale druga się ślizga albo wręcz jest kulawa.

Spotyka się twierdzenie, że katolicka nauka społeczna to po prostu część teologii, która w oczach wierzącego dzieli jej pewność i normatywność. Jest to jedynie ideał, którego w praktyce nie da się osiągnąć. Nie da się mówić o życiu społecznym bez wiedzy świeckiej, a gdyby od niej abstrahować, pozostałyby ogólniki bez wyraźnego zastosowania w praktyce. Katolicka nauka społeczna jest więc wiedzą interdyscyplinarną, czyli jak wszystkie takie dziedziny uzasadnioną i potrzebną, ale niedoskonałą. Ta niepewność cechuje ją jednak raczej po stronie ocen ekonomicznych niż moralnych.

W studiach biblijnych mówi się w takiej sytuacji o aktualizacji orędzia Pisma Świętego. Ustala się więc sens dosłowny i historyczny Biblii, uchwytny dzięki prawidłowej analizie, ale odnoszący się w pierwszym rzędzie do czasów jej powstawania. Potem dopiero odnosi się jej przesłanie do sytuacji obecnej, włączając do rozumowania nowe okoliczności. Sytuacja obecna może się nie różnić istotnie od dawnej, ale może też wyglądać inaczej. Wtedy aktualizacja, choć niezbędna, jest pod pewnym względem niepewna.

Elementarne wskazania

Jak z tego wynika, wskazówki etyki chrześcijańskiej na temat życia gospodarczego należy wywodzić z nauczania Biblii, kontynuowanego w Kościele. Wnioski z tego źródła stoją na pierwszym miejscu. I tak na podstawie centralnego przykazania miłości bliźniego można stwierdzić, że gospodarka powinna służyć potrzebom ludzkim (i jako taka jest czymś dobrym), a nie człowiekowi szkodzić i go sobie podporządkowywać.

Spośród Dziesięciu Przykazań gospodarki dotyczy najwyraźniej przykazanie siódme, „nie kradnij", które każe ją oprzeć na ochronie własności. Spokrewnione z nim jest przykazanie dziesiąte, żeby nie pożądać dóbr bliźniego; trzeba więc dążyć do pomyślności przez własny wysiłek, a nie cudzym kosztem. Już to wystarczy, by zakwestionować ideologie lewicowe, błędne zarówno moralnie, jak i ekonomicznie.

Inne przykazania wyznaczają pewne granice dla sfery gospodarczej. Pierwsze trzy, dotyczące czci dla Boga, pouczają zarazem, że to nie dobrobyt materialny, ale więź człowieka z Bogiem stoi na pierwszym miejscu. Dlatego nie należy świętowania niedzieli podporządkowywać celom ekonomicznym. (Podobnie przykazanie czwarte o czci rodziców oraz szóste z dziewiątym o małżeństwie oznaczają, że więzi rodzinne stoją przed korzyściami ekonomicznymi.)

Do tych wskazań można dodać wiele innych, wprost związanych ze sferą gospodarki, np. cytując biblijne pouczenia co do wartości i obowiązku pracy albo też krytyki niesprawiedliwych praw, wyzysku biednych czy zdzierstwa podatkowego. Potem warto uwzględnić refleksje społeczne z dziejów chrześcijaństwa, starożytnych Ojców Kościoła czy św. Tomasza z Akwinu (np. jego traktat o sprawiedliwości). Przy dzisiejszych problemach można na koniec szukać kontynuacji tych myśli w wypowiedziach kościelnych i propozycjach katolickiej nauki społecznej (np. zasady „pomocniczości" i solidarności).
Wskazania takie adresowane są do ludzi jako uczestników życia gospodarczego. Uczą właściwego postępowania, dają moralne podstawy dla podejmowania decyzji. Biblia i Kościół nie pouczają natomiast, co jest celowe i korzystne w samych działaniach gospodarczych, ani jakie są prawa ekonomii. Jak zauważył św. Augustyn, Bóg chce z nas uczynić chrześcijan, a nie uczonych. Chrześcijanie nie proponują więc własnego ustroju, choć oceniają istniejące wedle kryteriów moralnych.

Nie ma więc „chrześcijańskiej ekonomii" z własnymi regułami, tak jak nie ma chrześcijańskiej geografii, w której rzeki płynęłyby pod górę. Gospodarka ma swoje prawa, których nie da się dowolnie zawieszać. Moralna kontrola nad gospodarką zmierza raczej do tego, żeby spontaniczna energia, tkwiąca w słusznym ludzkim pragnieniu zachowania i poprawy bytu materialnego, płynęła we właściwym kierunku i była ujęta w słuszne ramy. Moralność ma w gospodarce rolę podobną, co brzegi, wały i zapory dla rzeki.

Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt