Ekonomia jako etyka
Michał Wojciechowski | | sekcja: Biznes a etyka
Dodano: 2007-04-21 10:37:38
Skutki niemoralności
Po pierwsze, jest zupełnie oczywiste, że gospodarka załamałaby się bez jakiego takiego respektu dla zasad moralnych. Gdyby przyzwalać na kradzież, wytwarzanie dóbr straciłoby sens. Gdyby ludzie stale nie respektowali umów i kłamali, nie istniałoby w ogóle społeczeństwo, a tym bardziej jego życie gospodarcze.
Są to niby sytuacje tylko wyobrażone, ale pokazują one niezbędność moralności dla życia gospodarczego. Z kolei w konkretnych społeczeństwach można dostrzec, że naruszanie reguł moralnych powoduje rozmaite szkody w sferze gospodarczo-społecznej. Etyka się natomiast opłaca; opłaca się wychowanie moralne, a nie permisywne.
I tak nieuczciwość to pożywka dla korupcji i gangów. Lenistwo obniża wydajność pracy. Rozkład rodziny, zjawisko powiązane z postawami egoistycznymi, powoduje w nowym pokoleniu wzrost przestępczości i narkomanii. Kryzys rodziny i zabijanie dzieci poczętych powoduje starzenie się społeczeństw europejskich, co na razie grozi krachem ubezpieczeń, a w przyszłości zastąpieniem Europejczyków przez imigrantów.
Rozważając te i podobne kwestie, ekonomista kojarzy je zasadniczo z prawnymi ramami gospodarowania. Słusznie - ale prawo zawsze opiera się na pewnych założeniach co do wartości, zmierza do eliminowania zachowań złych i szkodliwych, a sprzyja właściwym. Jeśli natomiast prawodawstwo porzuca założenia moralne, rzymską zasadę, iż „prawem jest to, co prawe", samo staje się szkodliwe i krępujące.
Na największą skalę powiązanie moralności i gospodarki widać w przypadku wojen i rewolucji. Masowe zabijanie i niszczenie zrujnowały w XX wieku Europę, mimo jej wielkich sił żywotnych. Rosyjski robotnik chyba dotąd nie osiągnął poziomu spożycia żywności z okresu sprzed I wojną światową...
Suma egoizmów?
Trzeba tu wspomnieć pewną koncepcję gospodarki, zwłaszcza wolnorynkowej, która głosi, że gospodarka sprzęga ze sobą indywidualne egoizmy w sposób społecznie korzystny. Ich suma sprzyjałaby jednak dobru wspólnemu. Pogląd ten jest nietrafnie kojarzony z osobą Adama Smitha. Faktycznie głosił go, w dość przejaskrawionej formie, autor wcześniejszy, Bernard de Mandeville, autor „Bajki o pszczołach".
Smith zauważył natomiast, że ludzie w dobrze pojętym własnym interesie robią rzeczy użyteczne dla innych. Nie należy jednak nazywać egoizmem rozsądnej troski o swoją pomyślność doczesną. Tym bardziej, jeśli się zdobywa środki na utrzymanie robiąc rzeczy potrzebne innym. Zaspokojenie potrzeb materialnych jest przecież rzeczą niezbędną i godziwą. W kategoriach chrześcijańskich troska o chleb codzienny stanowi więc przejaw prawidłowej miłości samego siebie i miłości dla najbliższych.
Jeśli zatem ktoś za swoją pracę czy towar otrzymuje wynagrodzenie, oznacza to, że są one potrzebne innym, służą im w pewien sposób. Inaczej by nie wysupłali pieniędzy, by nam zapłacić. Społeczeństwa składają się zasadniczo z ludzi pożytecznych dla innych, a nie z egoistów, wyzyskiwaczy i pasożytów.
Zła organizacja społeczeństw, a zwłaszcza przerost roli państwa, mogą wprawdzie zakłócić ten mechanizm i sprawić, że wynagrodzenie nie odpowiada faktycznej przydatności, ale ogólna reguła pozostaje w mocy. Tam, gdzie zbędni funkcjonariusze, złodzieje, lewicowi ideolodzy, leniwi żyjący z socjalu i inni pasożytniczy egoiści zyskują dzięki wsparciu polityków przewagę, tam i gospodarowanie w końcu się załamie, jak organizm zaatakowany przez raka.





