Link techniczny

KURSY E-LEARNING

Zobacz wszystkie kursy

PREZENTACJE

Bank, pośrednicy finansowi
Zobacz wszystkie prezentacje

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

Ksiądz Leon Jan Dehon - Założyciel Zgromadzenia Księży Sercanów

Piotr Sużyński - Fundacja "Opoka" (red.)du | Duszpasterstwo Przedsiębiorców i Pracodawców | sekcja: Biznes a etyka

Dodano: 2009-02-13 13:07:59

W styczniu 2005 r. stwierdzeniem autentyczności cudu za wstawiennictwem Sługi Bożego ks. L. Dehona zakończyły się wszystkie etapy jego procesu beatyfikacyjnego. W ten sposób została otwarta droga do wyniesienia na ołtarze Założyciela Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego. Był kapłanem zaangażowanym całym sercem w sprawy Kościoła i świata. Z jego głębokiego życia duchowego wypływał zapał apostolski i niestrudzone głoszenie społecznej nauki Kościoła zarówno wśród przedsiębiorców, jak i robotników. Zapoznając się z tą niezwykłą postacią, można zrozumieć, że także dzisiaj konieczne jest głoszenie orędzia Bożej miłości, jedynej siły zdolnej przemienić świat.

(szkic biograficzny) - Duszpasterstwo Przedsiębiorców i Pracodawców "Talent"


Korzenie

Ksiądz Leon Dehon pochodził z rodziny, której dzieje sięgają wypraw krzyżowych. Jej korzenie tkwiły w Walonii, na ziemi Belgów. Nawet forma nazwiska ma celtyckie pochodzenie: "hon" oznacza strumień, nurt wody. On też miał się stać w Kościele i tam, gdzie był posłany, ożywczym nurtem nowego, mimo że ciągle pozostawał w ramach posłuszeństwa papieżowi i prawu. Niespokojne lata XVI wieku zubożyły tę znaczącą niegdyś rodzinę szlachecką z Hainaut. W 1674 roku osiedlili się w Dorangt, leżącym na terenie departamentu Aisne we Francji. W XIX wieku demokratycznie nastawiony dziadek przyszłego studenta Sorbony zbyt arystokratycznie brzmiącą pisownię nazwiska "de Hon" zmienił na bardziej obywatelską "Dehon". Nosił on charakterystyczne dla swej epoki imiona - Hipolit Ludwik i był ważną osobą w mieście La Capelle. Prowadził miejscową pocztę oraz sprawował funkcję burmistrza.

Żył on jeszcze, gdy w rodzinie jego syna - Aleksandra, prowadzącego w mieście handel piwem, 14 marca 1843 roku urodziło się trzecie dziecko. Otrzymało imię Leon - podobnie jak zmarły przedwcześnie, w wieku 4 lat, pierwszy syn Aleksandra, człowieka stanowczego, zrównoważonego, ceniącego sobie konsekwencję i posłuszeństwo, który wiarę utracił podczas nauki w Paryżu. Ten brak rekompensowała żarliwość jego żony - Adeli Stefanii Vandelet, wychowywanej w młodości przez duchowe córki św. Zofii Barat, które zaszczepiły w niej pobożność do Najświętszego Serca. Pragnienie wyłącznego poświęcenia się Bogu nie zaowocowało jednak powołaniem zakonnym; zabrakło możliwości do jego realizacji. Tę łaskę miał otrzymać jej najmłodszy syn.

Leon urodził się fizycznie słaby. Nie wróżono mu długiego życia. Zastanawia więc fakt, że pomimo cierpień i chorób, które nękały go przez całe życie, osiągnął wiek 82 lat. Był dzieckiem spokojnym. Chętniej bawił się w zaciszu domowym niż na wybiegach dla koni, z których słynęło La Capelle i gdzie ojciec z bratem Henrykiem spędzali większość wolnego czasu. Matka była jego nauczycielką modlitwy. Obok ideału św. Ludwika Gonzagi stawiała mu przed oczy także postać św. Stanisława Kostki.

Naukę rozpoczął w rodzinnym La Capelle. W 1855 roku wraz z bratem kontynuował ją w oddalonym o ponad 200 kilometrów odbudowującym się po pożarze kolegium w Hazebrouck we Flandrii. Dla Leona było to pierwsze doświadczenie duchowej samotności. Został oderwany od matki i postawiony wobec wymagających warunków życia w internacie pod surowym okiem dyrektora ks. Piotra Dehaene. Dla chłopca z prowincji, ale z rozbudzoną inteligencją i wrażliwością, w krótkim czasie ideałem stał się ks. Boute - wykładowca o wszechstronnych wartościach humanistycznych. To miał być pierwszy powiernik "wielkiej tajemnicy" - uświadomionego powołania kapłańskiego, jakie u tego trzynastoletniego chłopca wzbudził Bóg w noc wigilijną. O wiele później ks. Boute stał się też adresatem jego pierwszego doktoratu.

Bóg wcześnie uświadomił Leonowi swoją wolę. Jego życie, które dopiero usamodzielniało się według osobistego systemu wartości i przekonań, miało być całkowicie poświęcone zbawczej miłości i ofierze. Już pierwsze rekolekcje odprawione w kolegium pod kierunkiem jednego z duchowych synów św. Ignacego Loyoli przyczyniły się do wypracowania u niego zwyczaju częstej spowiedzi. Na tak oczyszczoną glebę życia ten kilkunastoletni chłopiec wprowadził treści płynące z lektury otrzymanego od matki Podręcznika pobożności dla czcicieli Serca Jezusowego, a potem Wprowadzenia do życia duchowego św. Franciszka Salezego i z Naśladowania Chrystusa Tomasza a Kempis. Udzielał się w Sodalicji Mariańskiej i poznawał problemy społeczne, uczestnicząc w Konferencjach św. Wincentego à Paulo.

Najważniejszym dniem w biografii Leona Dehona podczas pobytu w Hazebrouck była wigilijna noc 1856 roku. Nie wyjechał do domu. W kościele Kapucynów, gdzie barokowy ołtarz otaczał tajemnicę ofiarnej obecności Słowa, które stało się Ciałem, ukryty w mroku trzynastoletni chłopiec przeżył dotknięcie łaski. Uświadomił sobie, że jest powołany do kapłaństwa, wybrany. Siła tego przekonania zadziwia. Będzie kierować jego postępowaniem jako człowieka dojrzałego, z osiągnięciami naukowymi. Skłóci go z rodziną, wystawi na próbę wiele przyjaźni. On jednak nigdy nie zwątpił w to powołanie. Z przeżyć tamtej nocy czerpał siły do walki o swoje kapłaństwo. Czynił to wbrew woli ojca i przeciw pokusom świeckiej kariery.

Leon do chwili osiągnięcia pełnoletności postanowił być posłuszny poleceniom rodziców. Dlatego w 16. roku życia, zgodnie z wolą ambitnego ojca, on i Henryk przenieśli się do Paryża. Henryk miał studiować prawo, a młodszy brat, uzupełniwszy materiał z nauk ścisłych, miał rozpocząć naukę na politechnice. Zapowiadało się przecież na gwałtowny rozwój przemysłu, stwarzający szansę szybkiego wzbogacenia się.

Stolica kulturalna Europy, owładnięta atmosferą fin de siècle'u, impresjonizmem modnym nie tylko w malarstwie, oferowała dorastającym chłopcom z prowincji mieszkanie w sławnej dzielnicy łacińskiej. Jeszcze nie ocieniała jej wtedy kopuła bazyliki Najświętszego Serca. Była już jednak oazą artystów, bukinistów i rodzącej się paryskiej bohemy.

Leon Dehon miał też poznać inny Paryż. Czynił to przez mały światek Instytutu Barbeta przy ulicy Feuillantines, szczególne miejsce kształtowania charakteru. Z religijnych elementów pozostał tam właściwie tylko zaniedbany wystrój ścian i regulaminowy pacierz. Nie trzeba było psychologa, by stwierdzić, że odmawiano go w atmosferze pozbawionej wiary. Nie wpływał on też na kształtowanie poprawnych postaw moralnych. Dla Leona była to prawdziwa "noc ducha", dotknięcie zła, smak niewiary, ciężka próba przyjętego i przeżytego przez niego systemu wartości.

Wytrzymał tam tylko dwa miesiące. Przeniósł się do mieszkania brata. Mimo uzyskania bakalaureatu z nauk ścisłych nie kontynuował studiów na politechnice, ale w 1859 roku rozpoczął naukę na wydziale prawa. Ojciec zgodził się ostatecznie na tę zmianę, chociaż nie krył swojej niechęci. Oddalili się od siebie. U boku ambitnego ojca wzrastał świadomy swej drogi życiowej, konsekwentny syn.

Studia Leon ukończył szybko. Był zdolny i pracowity. Wiedział, czego chciał dokonać w życiu i dlatego śpieszył się. W 1863 roku, mając 19 lat, obronił dwie rozprawy doktorskie - z prawa rzymskiego i cywilnego. W międzyczasie, zgodnie z platońskim ideałem wykształcenia, opanował język angielski oraz nauczył się malować i grać.

W życiu duchowym wzrastał jeszcze szybciej. Otoczony trudnym środowiskiem młodzieży z dzielnicy łacińskiej, dyktującym w drugiej połowie XIX wieku europejską modę na liberalizm i niezależność, Leon odbywał swoją postulanturę wśród świata. Honoriusz Balzac trafnie oddał atmosferę tej dzielnicy w swych Scenach z życia paryskiego. Leon Dehon opisał drogę swego duchowego wzrostu w tych warunkach na kartach swego pamiętnika.

Prawdziwą wartością dla niego w miejscu, gdzie przyszło mu żyć, stała się parafia św. Sulpicjusza ożywiona ideałami francuskiej szkoły duchowości. Propagowała ona przylgnięcie do Chrystusa i Jego adorację w tajemnicy wcielenia. Kontakt z sulpicjanami ukierunkował jego duchowość na przeżywanie tego, co ludzkie, w tajemnicy Boga.

Ożyły w nim pragnienia szybkiego zrealizowania powołania kapłańskiego. Powstrzymywał go spowiednik, ks. Prével, sugerujący ukończenie studiów kapłańskich w Rzymie. Leon zgodził się na to i na razie swoją studencką, religijną żarliwość zaangażował w pracę w Bractwie Nauki Chrześcijańskiej, które poświęcało się katechizowaniu ubogich. Tu trzeba się chyba doszukiwać pierwszych ziaren idei, które kiedyś zaowocują Dziełem św. Józefa w Saint Quentin.

Dramat rodzinny odżył po skończeniu studiów. Młody doktor prawa chciał samodzielnie kierować dalej swoim życiem. Ojciec jednak nadal pozostawał nieustępliwy w swojej decyzji. Zamiast radości z sukcesu syna w rodzinie tej zagościły uczucia żalu, zawodu, narastającej niechęci. Napiętą sytuację rozładował przyjaciel Leona ze studiów, archeolog Leon Palustre, proponując wspólną podróż na Bliski Wschód. Ojciec chętnie przystał na tę propozycję i wyłożył na nią pieniądze, spodziewając się zyskania czasu, a może zmiany planów syna. Po swojemu chciał dla niego jak najlepszej przyszłości. I rzeczywiście pomógł mu, chociaż nieświadomie.

Szlakiem średniowiecznych krzyżowców i pielgrzymek, przez Szwajcarię, Włochy, Istrię, Dalmację, Albanię, Grecję i Egipt, obaj przyjaciele dotarli do ziemi, której dotykały stopy Jezusa Chrystusa. Leon, jak niegdyś umiłowany uczeń Mistrza, biegł, by wsłuchać się tam w echa uderzeń Serca, które tak bardzo umiłowało świat.

Ziemię Świętą oglądał wiosną. Rozumiał wzruszenia Jezusa opisane w Ewangelii na widok piękna kwiecistej doliny Jordanu. W Ogrodzie Oliwnym dotykał drzew - niemych świadków pojmania Chrystusa. Zanurzał się w atmosferze wielkanocnej Jerozolimy, a nad Jeziorem Tyberiadzkim, zwanym też Jeziorem Genezaret, ponad czasem docierały do niego słowa zapewnienia: "Sprawię, że staniecie się rybakami ludzi" (Mt 4,19). Powołanie umacniało się i dojrzewało do podjęcia ostatecznej decyzji. Czuł to coraz wyraźniej. Owocowało jako skutek życia wewnętrznego, nastawionego poprzez te ziemskie pamiątki po przejściu Jezusa na ostateczne i pełne zjednoczenie z Miłością.

Z ziemi Jezusa mógł teraz wrócić tylko do ziemi Kościoła, do źródła czystej nauki i ożywczej mocy dla życia zgodnego z Ewangelią, która towarzyszyła mu poprzez codzienną lekturę przez całe studia paryskie. Kresem tego spotkania z Prawdą i Życiem stał się dla Leona Rzym. Został przyjęty na prywatnej audiencji u papieża Piusa IX. Potem było już upragnione seminarium francuskie św. Klary, do którego wstępował ze świadomością cierpień, jakie ten krok zadawał jego najbliższym. Godził się jednak na to, bo był pewien, że nie myli się i że Bóg wyprowadzi z tego cierpienia większe dobro. Ludzkie nadzieje ojca i matki były za słabe wobec sił duchowych kierujących jego postępowaniem.

Czytaj dalej na stronach Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców


Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt