słodki cukiereczek

KURSY E-LEARNING

Grosz do grosza, czyli jak inwestować
Zobacz wszystkie kursy

PREZENTACJE

Problem z pieniądzem kruszcowym
Zobacz wszystkie prezentacje

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

List do Biznesmena: Chrześcijanin a inwestowanie

Sławomir Zatwardnicki | Sławomir Zatwardnicki | sekcja: Biznes a etyka

Dodano: 2007-12-31 10:57:42

Postanowiłem napisać ten list, aby wyrazić w nim zarówno mój szacunek do Ciebie, jak i zatroskanie o Twoją duszę. Jeżeli wyczytasz w  poniższych słowach również wyznanie moich grzechów, nie będzie to przypadek; chcę opisać tę drogę, którą musiałem przebyć, żebyśmy się mogli spotkać. Z góry dziękuję za czas, który poświęcisz (czy to nie ładne słowo?) na przeczytanie mojego listu- świadczy to o tym, że inwestujesz nie tylko w dobra materialne, ale i w relacje międzyludzkie. Śmiem ufać, że i relacja z Panem nie będzie Ci obojętna i nie pożałujesz wysiłków, aby zainwestować i w jej rozwój.

Miłość Boga Ojca, od którego wszelkie stworzenie pochodzi, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, w którym szczodrze zostaliśmy obdarowani talentami, i dar podejmowania decyzji w Duchu Świętym niech będą z Tobą!

 

Postanowiłem napisać ten list, aby wyrazić w nim zarówno mój szacunek do Ciebie, jak i zatroskanie o Twoją duszę. Jeżeli wyczytasz w  poniższych słowach również wyznanie moich grzechów, nie będzie to przypadek; chcę opisać tę drogę, którą musiałem przebyć, żebyśmy się mogli spotkać. Z góry dziękuję za czas, który poświęcisz (czy to nie ładne słowo?) na przeczytanie mojego listu- świadczy to o tym, że inwestujesz nie tylko w dobra materialne, ale i w relacje międzyludzkie. Śmiem ufać, że i relacja z Panem nie będzie Ci obojętna i nie pożałujesz wysiłków, aby zainwestować i w jej rozwój.

Zdaję sobie sprawę, co czujesz, kiedy swoim profetycznym inwestorskim okiem sięgasz tam, gdzie przeciętny zjadacz chleba (nie ma co ukrywać, że i ja nim jestem) nie sięga! Chyba, że przed zawiścią pracowników twojej firmy chroni Cię zwykła nieświadomość tego, co dzieje się za Twoimi plecami (tak jak rodzice nie są w stanie wyobrazić sobie, co o nich myślą ich zbuntowane nastoletnie dzieci). Bo chyba nie spodziewasz się po nich wdzięczności? Co z tego, że dzięki Tobie mają tak dużo, skoro nauczono ich patrzeć z zawiścią na to, że Ty masz więcej. Ich poczucie sprawiedliwości kształtował komunizm i grzech.

Ale nie tylko to. Najgorsze ucierpiałeś ze strony, z której zaboleć musiało najbardziej. Twoi bracia i siostry w wierze oskarżyli Cię o to, że kierujesz się tylko zyskiem, i że, zamiast myśleć o innych, troszczysz się wyłącznie o pieniądze. Dziś wiem, że mylili się oni (a ja wraz z nimi), kiedy grzechu nie widzieli w sobie, a odrzucali wszystko to, co przez Boga zostało stworzone jako dobre.  (Czy to nie wtedy uległeś tej presji, którą wywierano na Ciebie, i czy nie właśnie poczuciem winy motywowany część swoich zarobków przeznaczasz na cele charytatywne, tak jak ja wyrzutami sumienia zmuszany jestem wrzucać drobne monety żebrakom na ulicy?). Wiesz, to takie myślenie, które wydaje się być pobożnym, ale w gruncie rzeczy jest właśnie tylko i wyłącznie ludzkim myśleniem, w żadnej mierze nie Bożym: „skoro pieniądze, zysk i dobra materialne mogą zasłonić dobra większe, należy je porzucić!". Ale co wtedy zrobić z tym powołaniem do życia w świecie, a nie do bujania w obłokach własnego pomysłu na (nie)życie?

Przepraszam, że nikt nie poinformował Cię (ale czy gdyby nawet- uwierzyłbyś w to?), że Jezus może stać się Panem również Twojej firmy i tych pieniędzy, którymi obracasz. Myślisz logicznie, więc chyba rozumiesz, że albo jest On Panem wszystkiego, albo w ogóle nie jest Panem. Niestety, chrześcijańscy nauczyciele nie przekazali Ci wystarczającej wiedzy na temat tego, jak powinno wyglądać życie ucznia Mistrza. Domyślam się, co czułeś, kiedy z jednej strony chciałeś Mu służyć, a z drugiej- byłeś przekonany, że to, czym zajmujesz się przez większą część dnia, jest jak najdalsze od Jego woli dla Twojego życia (to dlatego tak trudno było Ci potem stanąć do modlitwy). Wydawało Ci się, że Jego to nie interesuje, prawda?

Żeby lepiej Cię zrozumieć, przeczytałem kilka mądrych książek i artykułów. A przede wszystkim w Słowie Bożym postarałem się poszukać odpowiedzi na Twoje (i moje, więc nasze) pytania, może nawet nigdy nie wypowiedziane przez Ciebie głośno- ze strachu przed uzyskaniem odpowiedzi, która byłaby, jak sądziłeś, wyrokiem dla Twojej działalności. (Tak, Boga musiałeś się bać bardziej jeszcze niż urzędników skarbowych; mnie, nie ryzykującemu tak wiele, łatwiej było kołatać o odpowiedź). Czy czytałeś kiedyś ten kawałek o talentach (Mt 25,14-30), który napisał były celnik?

Zrozumiałem przede wszystkim to, że jesteś bardzo utalentowany. Wiesz, głupio się przyznawać, ale chcę być szczery- do tej pory myślałem, że rozwijać można tylko talenty artystyczne, o innych nie miałem pojęcia. Może dlatego, że mnie nie dano tego rodzaju talentu, który Ty posiadasz w nadmiarze (ściślej pisząc dano i mnie ten talent, ale w ilości pięciokrotnie mniejszej, niż Tobie). A jednak i mnie Pan rozliczy z tego, czy dobrze obracałem tym talentem. Od Niego pochodzą nasze zdolności (pomyśl sam, jak wiele otrzymałeś!) i jest to dla mnie niesamowite odkrycie: ja także jestem biznesmenem (to w języku współczesnym), czyli zarządcą (tak w języku biblijnym)! Inwestuję przecież swoje umiejętności i zarządzam czasem, a także obracam gotówką mojej małej (tym bardziej trzeba ją inwestować mądrze) wypłaty. Pamiętam przy tym, że jestem tylko szafarzem tych dóbr, które należą do Pana.

Im dłużej myślę o Tobie, tym bardziej jestem przekonany, że to, czym się zajmujesz, nie jest- jak wcześniej podejrzewałem- ucieczką od Boga, ale właśnie Bożą wolą dla Ciebie! Oczywiście nie mogę tego wiedzieć na pewno, to sprawa między Wami: Tobą a Nim. Teraz, kiedy wiesz już, że nie trzeba się bać Taty w niebie, od którego wszystko pochodzi, możesz z Nim o tym porozmawiać. Mam nadzieję, że będę mógł się od Ciebie uczyć, jak w sposób doskonały korzystać z talentu, którym są pieniądze. Już teraz widzę, jak pilnie wypełniasz swoje obowiązki szefa firmy. Nie tracisz, jak inni, czasu na próżno. Dla dobra nie tylko swojego, ale i Twoich bliskich, a także pracowników, inwestujesz swoje zdolności i pieniądze we wszystko, co może przynieść korzyść. (Ciekawe, że inni nie widzą, jak w ten sposób troszczysz się o bliźnich, i gdyby tylko odważyli się to powiedzieć Tobie, usłyszałbyś, że nie dbasz o biednych). Jakkolwiek górnolotnie zabrzmią te słowa, chcę je napisać: prowadząc biznes współpracujesz ze Stwórcą, bo, nawet jeżeli nie zdajesz sobie z tego sprawy, kontynuujesz Jego dzieło stworzenia. Jest w Tobie Jego pasja tworzenia, widziałem ten błysk w Twoich oczach ;)

Są dobre i złe inwestycje. Pieniądze wydane na zaspokojenie własnych pożądliwości zawsze przynoszą straty- taka inwestycja skutkuje większym jeszcze pragnieniem poddania się zmysłom. Podpatrywałem, jak żyjesz- jest w tym jakaś biznesowej miary asceza; Twoje umartwienia są jednak roztropne, potrafisz „cierpieć biedę, umiesz też korzystać z obfitości" (por. Flp 4,12), i chyba dlatego na spotkania ze swoimi kontrahentami wozi Cię kierowca Twojego najnowszego samochodu (zapomniałem, jakiej marki jest ten model?). Wiem, że nie rozpraszasz się na niepotrzebne rozrywki, za to potrafisz zainwestować w odpoczynek, po którym wydajność Twojej pracy wzrasta. Nie wiem, jak Ty to robisz, że starcza Ci jeszcze czasu na to, żeby umówić się ze znajomymi i spędzić czas w dobrym towarzystwie. Nie trzeba Ci tłumaczyć, że zaoszczędzone pieniądze, jeżeli nie są inwestowane, są pieniędzmi wyrzuconymi w błoto (albo inaczej: są zakopanym w ziemi talentem).

Przede wszystkim, jako mąż i ojciec- inwestujesz swoje pieniądze w rodzinę: nie tylko dbasz o dobra materialne dla najbliższych, umożliwiasz im także rozwój ich talentów (płacisz za ich studia i kursy) oraz czerpanie przyjemności z życia (który kraj zwiedzili tego lata?). Chciałbym przypomnieć Ci, że to ważne w oczach Boga, i że jest to wyrazem Twojej miłości do nich. Oprócz tego, inwestujesz w rozwój firmy, a dzięki temu, że przeznaczasz na to większą część wypracowanego zysku, pozycja Twojej firmy na rynku stale się umacnia. Nie tylko wprowadzasz na rynek nowe dobra i usługi, ale tworzysz również nowe miejsca pracy. Twoi pracownicy, gdyby tylko chcieli, zamiast szemrania za plecami, mogliby dostrzec błogosławieństwo wynikające dla nich z rozwoju firmy. Zresztą, w nich również inwestujesz! Większość z nich przyszła do pracy zaraz po studiach, niewiele umiejąc; dzięki szkoleniom i zdobytemu doświadczeniu proces inwestowania w nich dziś przynosi owoce. Słyszałem od jednego z Twoich podwładnych, że z wypłaty potrafi nie tylko wyżywić siebie i rodzinę, ale pozostałe pieniądze udaje mu się inwestować w rozwój zainteresowań pozazawodowych, które- jak ma nadzieję- zaprocentują w przyszłości. On już zrozumiał, że jest takim samym bogaczem jak Ty- potrzeba tylko, żeby jego kreatywność i umiejętności zostały dobrze zainwestowane.

Ciekawe, że do tego, aby w swoich interesach stosować chrześcijańskie zasady, nie potrzebowałeś patrzenia na swoje decyzje z perspektywy eschatologicznej. Prawdopodobnie nawet nie myślałeś w kategoriach wierności Bogu, kiedy dotrzymywałeś umów i starałeś się postępować uczciwie względem swoich kontrahentów oraz pracowników, podobnie jak nie zdawałeś sobie sprawy, że rozpoznawanie potrzeb rynku i ich zaspokajanie ma wymiar służby innym ludziom. Zwyciężyłeś te pokusy, z którymi poradzić sobie musi każdy biznesmen: władzy, chciwości, niegodziwego zysku, niemoralności i dostosowania się do zepsutego towarzystwa. Rynek premiował Twoją postawę; ale można powiedzieć też inaczej: to sam Bóg, Stwórca praw rynku, musiał docenić Twoje starania. (Nie ma w tym nic dziwnego, że Boże zasady sprawdzają się w stworzonym przez Niego świecie). Przypuszczam, że Bóg lubi takich mężczyzn, którzy ciężko pracują, inwestując swój czas i pieniądze, oraz podejmują ryzykowne decyzje, w pokorze ponosząc za nie odpowiedzialność (a rynek potrafi bezlitośnie dla Ciebie, ale łaskawie dla konsumentów, wychwycić każdy Twój błąd!). Twój sukces jest możliwy zarówno dzięki temu, że hojnie inwestowałeś (por. 2Kor 9,6), jak i dzięki temu, że inwestowałeś dobre ziarno (por. Ga 6,7a). Czy doprowadzone do heroizmu cnoty biznesmena uczynią z Ciebie świętego? Nie śmiej się, dzięki łasce Bożej i to jest możliwe.

Ale żeby tak się stało, potrzebujesz zainwestować w coś najważniejszego. Proszę, nie zapomnij, że Twoje biznesowe powołanie to tylko część tego, co Pan zamierzył dla Ciebie. Potrzebujesz inwestycji w relację z Nim. W tej inwestycji inwestujesz całego siebie, a oprócz różnorakich zysków, otrzymujesz jeszcze życie wieczne. Ale to już temat na kolejny list- jeżeli chciałbyś dowiedzieć się czegoś więcej, daj znać.

 

Temu, który ma moc utwierdzić Cię zgodnie z Ewangelią i moim zrozumieniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla wieku socjalizmu ukrytą, teraz jednak wyjawioną, dla skłonienia Cię do posłuszeństwa wierze, Bogu, który jedynie jest mądry, przez Jezusa Chrystusa, niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.

Pozdrów wszystkich współpracowników. Pozdrowienie ręką moją - Sławka.

PS. Przesyłam Ci link do strony „Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców", znajdziesz tam „Modlitwę przedsiębiorcy i pracodawcy": www.dp.scj.pl.

Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt