słodki cukiereczek

KURSY E-LEARNING

Ekonomia wokół nas
Zobacz wszystkie kursy

PREZENTACJE

Komisja Nadzoru Bankowego
Zobacz wszystkie prezentacje

GRY

Od bułki do spółki
Zobacz wszystkie gry

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

Chrześcijanin a zarabianie. Porzucanie stereotypów

Sławomir Zatwardnicki | Sławomir Zatwardnicki | sekcja: Biznes a etyka

Dodano: 2007-12-31 10:39:59

Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do patrzenia oczami wiary. Na wszystko można i trzeba nam spojrzeć w ten sposób, bo tylko takie spojrzenie jest prawdziwe, a jak wiemy z nauki naszego Mistrza, prawda wyzwala. Także od stereotypów, a czy jest coś gorszego niż stereotyp w życiu duchowym? Oczywiście, że jest; a jednak stereotyp na pewnym etapie życia duchowego- nazwijmy go młodzieńczym, w przeciwieństwie do dziecięcego (nie chodzi o duchowe dziecięctwo, a o niedojrzałość)- jest czymś złym do tego stopnia, że utrudnić może nawet zbawienie!

Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do patrzenia oczami wiary. Na wszystko można i trzeba nam spojrzeć w ten sposób, bo tylko takie spojrzenie jest prawdziwe, a jak wiemy z nauki naszego Mistrza, prawda wyzwala. Także od stereotypów, a czy jest coś gorszego niż stereotyp w życiu duchowym? Oczywiście, że jest; a jednak stereotyp na pewnym etapie życia duchowego- nazwijmy go młodzieńczym, w przeciwieństwie do dziecięcego (nie chodzi o duchowe dziecięctwo, a o niedojrzałość)- jest czymś złym do tego stopnia, że utrudnić może nawet zbawienie!

Jak bogaty młodzieniec, który odszedł zasmucony, nie tyle samym wezwaniem Jezusa do porzucenia wszystkiego, ile własną niezdolnością do dania właściwej odpowiedzi Panu, tak i my smutni jesteśmy, kiedy przychodzi nam porzucić dotychczasowe myślenie. Niedojrzali chrześcijanie mają wiele zabobonów, a wśród nich jednym z największych wydaje się być stosunek do pieniędzy. Oto teraz czas porzucenia... nie, nie pieniędzy, a ludzkiego myślenia na ich temat!

Tego wymaga od nas wierność Panu, który nie bał się mówić o pieniądzach, ba!- zachęcał do ich używania w celu zdobywania sobie przyjaciół, uzależniając nawet od tego naszą wieczną przyszłość (por. Łk 16,9). Na tę potrzebę odkłamania roli pieniędzy wskazuje również obserwacja stosunku chrześcijan do finansów, które często wydają się im tak złe, że nie godzi się nawet o nich myśleć. W ten sposób nabawiają się oni duchowej schizofrenii- pieniądze uważają za nieczyste, ale na ich zarabianie poświęcają większą część swojego życia, w wolnym czasie martwiąc się ich brakiem.

A przecież wystarczyłaby sama znajomość Słowa Bożego, aby uzdrowić z tej męczącej choroby. „...Korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy" (1Tm 6,10), a nie same pieniądze. Pismo potwierdza popularne powiedzenie: „pieniądze nie śmierdzą", są rzeczą moralnie obojętną. Skąd więc ten nieprzyjemny zapach? Ano stąd, że grzeszny człowiek nie tylko, że źle posługuje się pieniędzmi, to jeszcze zrzuca na nie winę za wszelkie zło. Znamy ten mechanizm? Tak, jeszcze z raju, kiedy to po upadku pierwszych rodziców Ewa zrzuciła winę na węża, a Adam na kobietę (por. Rdz 3,12-13). Współczesny Adam obarczył winą także mamonę.

Słowa, które usłyszał po swoim upadku pierwszy mężczyzna, obowiązują do dziś: „przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał z niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia" (Rdz 3,17b). Ze słów tych taki płynie wniosek: zarabianie nie jest i nigdy nie będzie łatwe (nawet apostołowie pracowali w trudzie- por. 2Tes 3,8). Ale pierwsze powołanie, które obejmowało również „czynienie ziemi poddanej" (por. Rdz 1,28), nie zostało odwołane i obowiązuje do dzisiaj. Posłuszeństwo Bogu wymaga więc przyjęcia Jego woli- wyrazi się ono w podjęciu pracy zgodnej z tymi talentami, którymi do jej wykonania obdarzył człowieka Stwórca. Wtedy trud staje się błogosławiony, a człowiek doświadcza spełnienia. Jest to możliwe dzięki temu, że Wielki Ekonom w swojej zbawczej ekonomii także pracę człowieka włączył w dzieło jego odkupienia.

Ta kolejność nie jest przypadkowa: podejmujemy pracę, ponieważ sam Bóg widzi, że jest to dobre (por. Rdz 1,31). Więcej: podejmujemy pracę zarobkową, ponieważ Bogu podoba się, kiedy pracujący odbiera zapłatę. „Mówi bowiem Pismo: Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu, oraz: Godzien jest robotnik zapłaty swojej." (1Tm 5,18). Nie jest to może najgrzeczniejsze porównanie- robotnika do wołu, ale przesłanie jest jasne: nie bój się zarobku swego! „Bo przecież ze względu na nas zostało napisane, iż oracz ma orać w nadziei, a młocarz - [młócić] w nadziei, że będzie miał coś z tego." (1 Kor 9,10b). Dlatego przyjmij do wiadomości, że Bóg chce Cię błogosławić także w sferze materialnej.

Zasada „Wydawaj jak najmniej, zarabiaj jak najwięcej", jest wspólna dla chrześcijan i pogan. Ale zarobek dzieci Bożych tym różni się od pogoni dzieci tego świata za mamoną, że jego zdobywanie odbywa się według Bożych zasad. Chrześcijanie budują swoją hierarchię wartości na fundamencie objawienia oraz zdrowego rozsądku, i z tego wynikają dla nich pewne ograniczenia (w pozytywnym sensie tego słowa, ponieważ mają chronić ich życie) oraz zalecenia i płynące z ich wypełniania błogosławieństwa. „A tak przykazał Pan Bóg człowiekowi: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać do woli, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz»." (Rdz 2,16-17). Człowiek jednak, zamiast cieszyć się, że prawie wszystko mu wolno, uległ pokusie skoncentrowania się na tym, co zostało mu zabronione. Do dziś jest coś takiego w człowieku, że szybciej zauważa to, co zakazane, niż to, co dozwolone. Nawet chrześcijaninowi łatwiej przyjdzie wyliczyć to, czego mu nie wolno w dziedzinie zarabiania, niż przyjąć i uradować się „Dobrą Nowiną" dotyczącą pozytywnej roli mamony w jego życiu.

Oczywiście, nie wolno postawić zarobku ponad własnym życiem, czy też pracować kosztem zdrowia. Potrzeba chrześcijaninowi rozeznania, czy sposób zarobkowania nie powoduje szkody innego rodzaju, np. w jego umyśle czy- tym bardziej- duszy! „Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?" (Łk 9,25). Nie tylko rodzaj pracy zarobkowej może być sprzeczny z wolą Boga, ale i sposób jej wykonywania może nie odpowiadać Bożym standardom. Musimy uważać, żeby nasz sposób zarabiania nie zaszkodził duszom bliźnich. Zobowiązani jesteśmy do ich miłowania, i biada nam, jeżeli zarabiamy kosztem drugiego człowieka (por. Jer 22,13-14; Tb 4,14a), co oczywiście nie znaczy, że, jako pracodawcy, nie możemy być bardzo wymagający względem swoich podwładnych (por. Syr 42,1.5).

Zarobek chrześcijański mieści się w woli Bożej, ale ta, z kolei, wynika bezpośrednio z pierwszego powołania danego przez Stwórcę; dlatego chrześcijanin nigdy nie powinien traktować swojego zarobku jako ostatecznej miary swojej pracy. Owszem, może być zarobek wymierną odpowiedzią na podjęty wysiłek pracy, ale nie musi. Chrześcijanin wie, że nie zarobek, ale „sam Pan będzie sądził lud swój" (Hbr 10,30b). Dlatego nie ze względu na zarobek, a na samego Pana, wykonywać będzie chrześcijanin swoją pracę. Staje się ona wtedy miejscem jego uświęcenia (zarobek na życie wieczne) i doświadczania Pana w miejscu pracy. Pańskie oko konia tuczy, a i wołu chyba też; w każdym razie na pewno Jego spojrzenie wpłynie pozytywnie na jakość pracy chrześcijanina.

Chrześcijanin powinien zarabiać wkładając wszystkie siły i całe serce w wykonywaną pracę. Ktoś powiedział, że Bóg lubi przysłówki- nieważne jakiego rodzaju pracę wykonujesz, ważne „jak" to robisz. (Oczywiście, nie mówimy tu o pracy niemoralnej, zarobkiem pochodzącym z takiej pracy Pan się brzydzi- por. Pwt 23,19). Powinien chrześcijanin dbać również o swój rozwój zawodowy, który pozwoli mu jeszcze lepiej wykorzystać zdolności podarowane przez Stwórcę. Bóg doceni podjęty wysiłek i przymnoży takiej osobie talentów (por. Łk 19,12-26). Niedobrze jest zwlekać z wykonaniem pracy, poddawać się znudzeniu czy lenistwu; od tych, którzy zaniedbają wykonanie woli Pana, którą znają, zażąda On bolesnego zdania rachunku (por. Łk 12,47-48). Najlepszą motywacją do dobrego wypełniania swoich obowiązków jest miłość do Pana, ale istnieje też inna- Boży pracownik otrzyma podwójną wypłatę: od pracodawcy ziemską (zawsze za małą), a od swojego Szefa nieziemską! Tego niebieskiego zarobku nie ukradnie ani złodziej, ani nawet urząd skarbowy (por. Mt 6,20). Posłuszeństwo Bogu będzie łączyło się również z błogosławieństwem doczesnym, co pięknie wyraził Psalmista:

„Szczęśliwy, kto boi się Pana
i kto chodzi Jego drogami!
Bo z pracy rąk swoich na pewno będziesz pożywał,
będziesz szczęśliwy i dobrze będzie ci się wiodło.
Małżonka twoja jak płodny szczep winny
we wnętrzu twojego domu.
Synowie twoi jak szczepy oliwne
dokoła twojego stołu.
Oto takie błogosławieństwo dla męża,
który boi się Pana." (Ps 128,1-4).

Ponieważ poznali wielkość swojego powołania, chrześcijanie nie będą mogli i nawet nie będą chcieli oddawać czci bożkowi mamony. Nigdy nie może być dla ucznia Chrystusa dylematu: Bóg albo mamona. Jego powołaniem jest miłować Boga i bliźniego. W ramach tego najważniejszego powołania realizować będzie on wezwanie do „panowania nad ziemią". To Jemu będzie chciał oddawać swoim życiem chwałę na różnorakie sposoby, włączając do tej służby właściwe zarządzanie nie swoją (jest przecież tylko szafarzem Bożych dóbr) mamoną.

Zarobek stanowi korzyść nie tylko dla zarabiającego, ale i dla jego rodziny: daje nowe możliwości rozwoju dla nich, może zabezpieczyć potrzebę odpoczynku i przyjemności, a przede wszystkim stanowi źródło przetrwania. Jest więc zarobek chrześcijanina narzędziem do wyrażenia w sposób konkretny miłości do bliźniego najbliższego, za którego ponosimy odpowiedzialność. Oprócz tego, pozwala świadczyć dobro innym ludziom (Flp 2,4: „Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!"), co byłoby niemożliwe bez „niegodziwej mamony". Innymi słowy, bez pieniędzy niewiele moglibyśmy uczynić dla Pana: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40). Zresztą, już sam zarobek chrześcijanina oznacza owoc dobrze wykonanej pracy, która odpowiedziała na czyjąś potrzebę, za zaspokojenie której gotów był on zapłacić.

Last but not least, zarobek chrześcijański służyć ma budowaniu Królestwa Bożego. Nie tylko przez to, że zostanie po chrześcijańsku wypracowany i po Bożemu używany w służbie bliźniego. Pieniądze, którymi chrześcijanin szafarzy powinny zostać wykorzystane bardzo konkretnie w wypełnieniu misji Kościoła na ziemi; każdy cel duchowy potrzebuje przecież dóbr materialnych do jego osiągnięcia. Błogosławieństwo finansowe otrzymujemy od Boga i Jemu je oddajemy. Ci, którzy o tym zapominają, zawsze będą posiadać puste konta bankowe, zgodnie z Bożym ostrzeżeniem:

„Siejecie wiele, lecz plon macie lichy; przyjmujecie pokarm, lecz nie macie go do syta; pijecie, lecz nie gasicie pragnienia; okrywacie się, lecz się nie rozgrzewacie; ten, kto pracuje dla zarobku, pracuje dla dziurawego mieszka! (...) Spodziewaliście się wiele, a urodziło się mało. Kiedy zaś znieśliście to do domu, Ja to rozproszyłem. Dlaczego tak się dzieje? - wyrocznia Pana Zastępów: Z powodu mego domu, który leży w gruzach, podczas gdy każdy z was pilnie się troszczy o swój własny dom." (Ag 1,6.9).

Nie tylko zarabianie mieści się w Bożej woli, ale i zarządzanie zarobkiem. Ostatecznie to Jezus jest przecież Panem wszystkich dziedzin życia chrześcijanina, a więc i jego zarobków również. I w posłuszeństwie temu Panu obracać trzeba chrześcijaninowi mamoną. Bo „jeśli w zarządzaniu niegodziwą mamoną nie okazaliśmy się wierni, to kto nam prawdziwe dobro powierzy" (por. Łk 16,11)?

Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt