Serwis Edukacji Ekonomicznej dofinansowany przez NBP

drukuj artykuł wyślij znajomemu komentarze:

"Sami kradną i nauczyli Murzynów kraść"

Michał Wojciechowski | Etyczny biznes | Dodano: 2007-12-10

Tymi słowami przyjaciel mego ojca, który spędził trzydzieści lat w Trzecim Świecie jako doradca techniczny, podsumował działania kampanii europejskich w Afryce. Zapytywani w tej sprawie misjonarze, znający Afrykę i od białej, i od czarnej strony, skłonni byli to potwierdzić. Dotyczy to nie tylko pojedynczych firm goniących za zyskiem i nie tylko Afryki. Międzynarodowe stosunki gospodarcze często są dalekie od sprawiedliwości i uczciwości. Silniejsi gospodarczo i politycznie potrafią biedniejszych okradać.

Bogaci i biedni

Jak każda sprawa oglądana z bliska, i ta okazuje się stosunkowo złożona. Najwięcej słychać o działalności ponadnarodowych korporacji i o problemach globalizacji, jak też o rabunkowym niszczeniu przyrody w Trzecim Świecie. Jest to jednak duża deformacja problemu. Inwestycje w krajach biednych przynoszą im korzyści. Trudno winić dążące do zysków i rozwoju firmy, że korzystają ze sposobności. Lepiej się zastanowić, skąd się te sposobności biorą. To samo dotyczy gospodarki rabunkowej. Natomiast na globalizację nie ma sensu się obrażać, gdyż jest ona przede wszystkim skutkiem postępu technicznego, ułatwionej i tańszej komunikacji. Towarzyszące jej nadużycia mogą się zdarzyć przy każdych kontaktach między ludźmi i występowały już w epoce galeonów i muszkietów.

Owe niesprawiedliwości nie są też tylko skutkiem różnic w poziomie bogactwa i siły. Gdyby tak było, żaden kraj nie mógłby się wydobyć z biedy. Tymczasem udało się to w pełni Singapurowi, Tajwanowi i Korei Południowej, a kilka dalszych również osiąga dobre wyniki. Oburzające nadużycia ze strony bogatszych oczywiście występują, ale istotne są tu też słabości krajów biedniejszych, niekoniecznie niezawinione.

Kraje imperialne starają się o wpływ na władzę w krajach biednych, zwłaszcza w swoich byłych koloniach. Metody przy tym stosowane to często przekupstwo i przemoc i nie chodzi tu tylko o dawny blok wschodni. Cytowany na początku doradca opowiadał, że pewnego razu spytał prezydenta Gabonu Omara Bongo, dlaczego nie rozprawi się z okradającymi kraj firmami europejskimi, bo przecież wie o ich nadużyciach. Odpowiedział, że dzięki ropie Gabon i tak jest dość bogaty, „dla mnie i dla mojego ludu starczy", a jeśli zacznie zwalczać korupcję, za pół roku wywiad francuski zrobi mu zamach stanu... (Czy tylko w Afryce walka z układem korupcyjnym grozi utratą władzy?).

Europejczykom i Amerykanom często nie sprawiało większej różnicy, jak rządzi ich pupil i co robi z bronią, którą mu sprzedają. Istotne były wąsko rozumiane własne interesy. Polegały one często na popieraniu monopolistycznej pozycji firm swoich obywateli albo też na forowaniu gałęzi gospodarki przydatnych metropolii. Nieuczciwi biali wciągali w swoje interesy miejscowych.

Nie wspomniałem tu wpływu europejskiego wzorca ustrojowego, gdyż jego skutki są dyskusyjne. Z jednej strony niesie on, choćby w wersji zlaicyzowanej, chrześcijańskie zasady moralne, sprzyjając praworządności, prawom człowieka i wolności osobistej. Z drugiej oznacza też eksport „naszego" modelu państwa: biurokracji, skomplikowanych przepisów, wysokich podatków i materialnych oczekiwań funkcjonariuszy państwowych (luksusowe mercedesy dyplomatów murzyńskich to tylko wierzchołek góry lodowej). Jednocześnie poziom kompetencji i etyki jest wśród rządzących niski. Natomiast demokracja w krajach o strukturze plemiennej funkcjonuje słabo. W rezultacie w biedniejszych częściach świata mamy przeważnie kraje, które już obarczone są garbem wydatków typowych dla krajów bogatych, ale przecież jeszcze są biedne.

Środki zaradcze

Bezpośrednia pomoc gospodarcza i humanitarna dla krajów biedniejszych w dużym stopniu nie spełnia swoich zadań. Bardzo znaczną jej część wchłania biurokracja krajów pomagających i wspieranych. Najskuteczniejsza okazuje się pomoc indywidualna nastawiona określony cel, jak akcja „Adopcja serca", w której za kilkadziesiąt złotych miesięcznie utrzymuje się konkretne dziecko afrykańskie.

Następnie, choć pomoc doraźna jest konieczna, gdy ludzie głodują, to jednak stała pomoc tego typu dezorganizuje gospodarkę lokalną, a w szczególności blokuje powstanie normalnego rynku produktów rolnych. Miejscowy rolnik uprawia jak dotąd na własne potrzeby, ale nie opłaca mu się zbierać więcej i sprzedać.

Wątpliwe są też skutki udzielania krajom biedniejszym pożyczek. Część z nich jest rozkradana. Spłacanie odbywa się kosztem zwykłych ludzi. Umarzanie demoralizuje tubylcze władze i zniechęca do dalszego pożyczania. Tylko czasem ma to sens, np. gdy pożyczka idzie bezpośrednio na potrzebną infrastrukturę czy elektrownię wodną.

Walka o ochronę przyrody w krajach biednych ma swoje racje, ale może w praktyce spychać je do sytuacji rezerwatu. Ochrona słoni w Kenii nie wstrzymała ich wybijania, gdy ich prywatyzacja w Zimbabwe spowodowała wzrost liczebny. Notabene jeśli UE zabrania Polsce prowadzić drogę przez pewne obszary, oznacza to, że i my mamy być skansenem turystycznym dla bogatszych.

Skuteczną pomocą jest na dłuższą metę edukacja. Niestety, nieraz powiela ona wzory europejskie w sposób zgubny. Studenci z Trzeciego Świata uczyli się nieraz na uniwersytetach, jak być biurokratami, albo, co gorsza, krwawymi marksistami.

W sferze ekonomicznej najlepszą rzeczą jest dla krajów biednych naśladowanie drogi krajów dziś bogatych do tego bogactwa. Tego zatem bogatsi powinni uczyć biedniejszych. Szansą dla biednych jest wolność gospodarcza i państwo minimum z niskimi podatkami. Niemniej ważne jest uporządkowanie w Trzecim Świecie stosunków własnościowych. Bez tego ich majątek jest zamrożony. Proponowanie czy narzucanie czegoś innego oznacza utrzymywanie w nędzy.

Ze strony krajów bogatych konieczne jest również przestrzeganie zasad wolności gospodarczej. Oznacza to udostępnienie rynku dla produktów krajów biedniejszych, a nie na przykład blokowanie ich przez system kosztownych certyfikatów, kontroli itp. Jest to zresztą wymóg pomyślnego rozwoju całego świata.

Europa

Teoretycznie Unia Europejska ma tworzyć między innymi wolny i sprawiedliwy wspólny rynek. Tymczasem dostęp do niego nie jest równy. Przykładem mogą być restrykcje wobec pracy Polaków w starych krajach UE oraz przepisy o lekach, które mogą wyeliminować tysiące produktów polskich. Ogólniej, przeniesienie przepisów opracowanych i już wdrożonych w jednych krajach na inne musi stawiać tamte w gorszej sytuacji. Zwłaszcza gdy tych przepisów są wagony. Zatem wyższość praw unijnych nad krajowymi również ekonomicznie jest niebezpieczna.

Obawiać się należy, że frazesy o wspólnocie pokrywają egoistyczne interesy państw narodowych. W Polsce widzą one źródło siły roboczej, które zapełni ich lukę demograficzną, a zarazem potencjalną konkurencję, którą lepiej trzymać w szachu. Stąd próby pozbawienia Polski możliwości sprzeciwu wobec decyzji europejskich. Można się obawiać, iż UE nie pozwoli nam, by skutecznie obniżać podatki.

Analogiczne wątpliwości pojawiają się przy środkach z unijnego budżetu. Ich podział miał być korzystny dla krajów mniej zamożnych, a tymczasem Polska wpłaca więcej niż dostaje. Rumuni zapłacili składkę, a nie dostali nic, bo ich wnioski zdaniem eurobiurokratów były wadliwe.

Wprowadzenie wspólnej waluty europejskiej też ma wady. Pierwsza sprawa, to kolejne ograniczenie suwerenności. Ale i skutki ekonomiczne są dyskusyjne, mimo większej stabilności w obrocie międzynarodowych przy stosowaniu wspólnego pieniądza. Po wprowadzaniu euro rosły z reguły ceny. Wartość euro jest funkcją stanu całej Europy - oznacza to, że może ona być nieadekwatna do sytuacji gospodarki polskiej; jeśli ta będzie bardziej dynamiczna niż przeciętnie, na euro będzie tracić. Jest godne uwagi, że wymagań wobec gospodarek krajów wchodzących do strefy euro mogą nie spełniać kraje już do niej należące. Euro zyskuje więc, wchłaniając dobre waluty.

*

Współpraca i handel na skalę międzynarodową przynoszą oczywiście korzyści nawet partnerom słabszym. Żeby były uczciwe i owocne, powinny być spełnione te same warunki, jakich wymaga funkcjonowanie wolnego rynku wewnętrznego. Jest to ochrona własności i wolności, a w tym swobody zawierania umów i ich egzekwowanie. Dotyczy to i jednostek, i państw - w ich przypadku swoboda decyzji nazywa się suwerennością, a własność integralnością terytorialną.

Zarówno przypadku Trzeciego Świata, jak Europy zasadom tym zagraża polityczno-biurokratyczne uzależnienie od silniejszego oraz rozmaita korupcja. Jest do odwrót od normalnego kapitalizmu w stronę stosunków feudalnych, ze wszystkimi konsekwencjami dla rozwoju gospodarczego i dla wolności ludzkiej.

Komentarze

Ilość komentarzy: dodaj komentarz rozwiń wszystkie

Dodaj komentarz

wszystkie pola, oprócz adresu email, są wymagane
Newsletter Newsletter

Aktualności z Serwisu Edukacji Ekonomicznej prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Nowości z działu

Polecamy w serwisie

Ostatnio komentowane

Słownik pojęć ekonomicznych

Dictionary
alfabetycznie

a b c d e f g h i j k l m n o p r s t u w y z