Serwis Edukacji Ekonomicznej dofinansowany przez NBP

drukuj artykuł wyślij znajomemu komentarze:

Ekonomia jako etyka

Michał Wojciechowski | Etyczny biznes | Dodano: 2007-04-21

Zarówno praktycy, jak teoretycy gospodarowania, czyli biznesmeni i ekonomiści, uznają nieraz oceny moralne i religijne zjawisk gospodarczych za jakieś uroszczenie, coś z innego świata. Skłonni są więc takie oceny ignorować, w przekonaniu, że proces gospodarowania rządzi się swoimi prawami. Tymczasem na pytanie, co ma etyka do gospodarki, można odpowiedzieć pytaniem: czy gospodarka może istnieć bez etyki? I czy może istnieć bez niej ekonomia jako dziedzina wiedzy? Czy naprawdę jest przypadkiem, że historycznie ekonomia wyłoniła się z dociekań teologów moralistów z Salamanki i profesora etyki Adama Smitha?

Skutki niemoralności

Po pierwsze, jest zupełnie oczywiste, że gospodarka załamałaby się bez jakiego takiego respektu dla zasad moralnych. Gdyby przyzwalać na kradzież, wytwarzanie dóbr straciłoby sens. Gdyby ludzie stale nie respektowali umów i kłamali, nie istniałoby w ogóle społeczeństwo, a tym bardziej jego życie gospodarcze.

Są to niby sytuacje tylko wyobrażone, ale pokazują one niezbędność moralności dla życia gospodarczego. Z kolei w konkretnych społeczeństwach można dostrzec, że naruszanie reguł moralnych powoduje rozmaite szkody w sferze gospodarczo-społecznej. Etyka się natomiast opłaca; opłaca się wychowanie moralne, a nie permisywne.

I tak nieuczciwość to pożywka dla korupcji i gangów. Lenistwo obniża wydajność pracy. Rozkład rodziny, zjawisko powiązane z postawami egoistycznymi, powoduje w nowym pokoleniu wzrost przestępczości i narkomanii. Kryzys rodziny i zabijanie dzieci poczętych powoduje starzenie się społeczeństw europejskich, co na razie grozi krachem ubezpieczeń, a w przyszłości zastąpieniem Europejczyków przez imigrantów.

Rozważając te i podobne kwestie, ekonomista kojarzy je zasadniczo z prawnymi ramami gospodarowania. Słusznie - ale prawo zawsze opiera się na pewnych założeniach co do wartości, zmierza do eliminowania zachowań złych i szkodliwych, a sprzyja właściwym. Jeśli natomiast prawodawstwo porzuca założenia moralne, rzymską zasadę, iż „prawem jest to, co prawe", samo staje się szkodliwe i krępujące.

Na największą skalę powiązanie moralności i gospodarki widać w przypadku wojen i rewolucji. Masowe zabijanie i niszczenie zrujnowały w XX wieku Europę, mimo jej wielkich sił żywotnych. Rosyjski robotnik chyba dotąd nie osiągnął poziomu spożycia żywności z okresu sprzed I wojną światową...

Suma egoizmów?

Trzeba tu wspomnieć pewną koncepcję gospodarki, zwłaszcza wolnorynkowej, która głosi, że gospodarka sprzęga ze sobą indywidualne egoizmy w sposób społecznie korzystny. Ich suma sprzyjałaby jednak dobru wspólnemu. Pogląd ten jest nietrafnie kojarzony z osobą Adama Smitha. Faktycznie głosił go, w dość przejaskrawionej formie, autor wcześniejszy, Bernard de Mandeville, autor „Bajki o pszczołach".

Smith zauważył natomiast, że ludzie w dobrze pojętym własnym interesie robią rzeczy użyteczne dla innych. Nie należy jednak nazywać egoizmem rozsądnej troski o swoją pomyślność doczesną. Tym bardziej, jeśli się zdobywa środki na utrzymanie robiąc rzeczy potrzebne innym. Zaspokojenie potrzeb materialnych jest przecież rzeczą niezbędną i godziwą. W kategoriach chrześcijańskich troska o chleb codzienny stanowi więc przejaw prawidłowej miłości samego siebie i miłości dla najbliższych.

Jeśli zatem ktoś za swoją pracę czy towar otrzymuje wynagrodzenie, oznacza to, że są one potrzebne innym, służą im w pewien sposób. Inaczej by nie wysupłali pieniędzy, by nam zapłacić. Społeczeństwa składają się zasadniczo z ludzi pożytecznych dla innych, a nie z egoistów, wyzyskiwaczy i pasożytów.

Zła organizacja społeczeństw, a zwłaszcza przerost roli państwa, mogą wprawdzie zakłócić ten mechanizm i sprawić, że wynagrodzenie nie odpowiada faktycznej przydatności, ale ogólna reguła pozostaje w mocy. Tam, gdzie zbędni funkcjonariusze, złodzieje, lewicowi ideolodzy, leniwi żyjący z socjalu i inni pasożytniczy egoiści zyskują dzięki wsparciu polityków przewagę, tam i gospodarowanie w końcu się załamie, jak organizm zaatakowany przez raka.

Moralność gospodarowania

Powiązanie moralności z gospodarowaniem ma jednak głębszy korzeń. Otóż wszelka działalność ludzi, jeśli nie jest wymuszona lub krótkowzroczna, nastawiona jest na jakiś cel. Celem życia gospodarczego jest pomnażanie stojących do dyspozycji ludzi dóbr materialnych (zysk to nie cel gospodarki, ale wskaźnik jej funkcjonowania). Oznacza to, że ostatecznie gospodarka służy człowiekowi, jego realnym i ważnym potrzebom.

Tym samym gospodarowanie samo w sobie jest rzeczą moralnie dobrą i słuszną! To niby banał, ale w praktyce ludziom wydaje się najczęściej, że praca, produkowanie, zarabianie to czynności wymuszone przez konieczność, czysto materialne, przyziemne i moralnie obojętne. Mało kto ruszając rano do pracy idzie tam z poczuciem, że będzie robił rzeczy dobre i pożyteczne dla bliźnich. A przecież tak przeważnie jest!

Wyjątkiem od tej reguły są różne formy wspomnianego już pasożytnictwa. Należą tu oczywiście również te przedsięwzięcia, które związane są z przepływem pieniędzy, a więc jakoś tam do gospodarki należą, ale opierają się na szkodzeniu innym dla doraźnej korzyści, jak kliniki aborcyjne, sprzedaż broni zbrodniczym rządom, domy publiczne, produkcja pornografii. Ich istnienie świadczy o osłabieniu moralności i prawa. Granicę przekracza też manipulowanie nabywcami przez reklamę.

Podstawowe i właściwie jedynie możliwe kryterium oceny gospodarki ma więc charakter moralny: czy i na ile służy ona ludziom. Czy są oni w wyniku działalności gospodarczej lepiej nakarmieni, chronieni przez chorobami, rozwinięci umysłowo, bogatsi duchowo i w ostatecznym rachunku szczęśliwsi? Część składników codziennego szczęścia nie zależy od wprost od dóbr materialnych, a przy tym trudno je zmierzyć: gospodarka to nie wszystko. Niemniej jednak jasne jest, że kraj, w którym ludzie gorzej się mają i gorzej się czują, jest krajem o złej gospodarce - i odwrotnie. Ekonomia, która by tego nie brała pod uwagę, przypominałaby pod względem metody socjalistyczne statystyki, liczące produkcję obrabiarek w tonach. A zatem i gospodarka, i refleksja ekonomisty muszą brać pod uwagę człowieka jako cel i jego wszechstronne dobro.

Nikt nie jest w stanie ocenić sumy dobra, jakie osiągają ludzie w danej społeczności ani centralnie go zaplanować. Można twierdzić, że w sferze dóbr materialnych wolna gospodarka najlepiej służy optymalizacji korzyści osiąganych przez poszczególne osoby uczestniczące w życiu gospodarczym. Wynika to z faktu, że w warunkach wolnego rynku jednostka czy rodzina może swoje zasoby wykorzystać w lepszej zgodzie z pragnieniami. Znajduje to potwierdzenie we wzroście gospodarczym krajów wolno­rynkowych, zawsze przeganiających kraje zbiurokratyzowane.

Trzeba tu poczynić zastrzeżenie, że korzyści gospodarczych nie należy traktować krótkoterminowo. Marnowanie zasobów przyrody czy zaciąganie zbytnich długów przynosi małą korzyść zaraz, a dużą szkodę potem. W tym sensie są one niemoralne. Natomiast, skoro gospodarka ma służyć człowiekowi, w jej etyce nie mieści się bałwochwalczy stosunek do przyrody, polegający na jej chronieniu kosztem ludzi.

Złe pojmowanie relacji gospodarki i etyki

W omawianej sferze można spotkać kilka stanowisk błędnych. Na początku wspomniałem potoczny pogląd wielu ludzi biznesu, którym wydaje się, że gospodarowanie mało wiąże się z etyką. Faktycznie dokonują oni jednak wyborów moralnych, tyle że bezwiednie, a wtedy bywają one nieraz niesłuszne.

Podobny błąd popełniają pięknoduchy, którzy separują życie moralne i duchowe od materialnego. Hasło zwrócenia się ku sprawom ducha brzmi pięknie, ale jeśli ma ono oznaczać pozostawienie spraw materialnych ich własnemu biegowi, prowadzi wtedy do dezercji z życia społecznego i gospodarczego. Przypomina raczej krycie się w przyjemnym ogrodzie w stylu Epikura, niż chrześcijańską troskę o bliźnich. Radykalne skupienie się na Bogu i wybór ubóstwa materialnego to powołanie wyjątkowe. Normalną regułą jest, że człowiek zmierza do zbawienia wśród spraw tego świata, gdyż jest natury cielesnej, a nie anielskiej. Tym bardziej niesłuszne jest prezentowanie gospodarowania i ekonomii jako dziedzin moralnie podejrzanych. Majątek można zdobywać uczciwie!

Dość typowa jest też redukcja więzi gospodarki z etyką do sfery działań charytatywnych. Domorosły moralista w tym bywa podobny do chciwca i lewicowca, że w gospodarce widzi tylko cudze zyski i rozmyśla, jak je wydać. Przedsiębiorca to dla niego kieszeń. Kto zarabia więcej niż potrzebuje, powinien oczywiście dzielić się z potrzebującymi! Pierwsze moralne owoce dochodowej firmy są jednak inne: produkty przydatne ludziom, miejsca pracy oraz inwestycje, które pozwolą te korzyści osiągać i w przyszłości.

Starałem się pokazać, że gospodarowanie ma zasadniczo charakter moralny ze swojej natury: dlatego, że służy ludzkim potrzebom, a więc ze względu na swój podstawowy cel. Ekonomia rzeczywiście jest pod pewnym względem odmianą etyki. Nie chodzi tu więc o to, że moralizowanie narzuca gospodarce wbrew jej naturze jakieś zewnętrzne, obce kryteria, choć wskazania moralne są w gospodarowaniu niezbędne.

Komentarze

Ilość komentarzy: dodaj komentarz rozwiń wszystkie

Dodaj komentarz

wszystkie pola, oprócz adresu email, są wymagane
Newsletter Newsletter

Aktualności z Serwisu Edukacji Ekonomicznej prosto do Twojej skrzynki pocztowej

Powiązane słowa kluczowe biznes etyka gospodarka

Nowości z działu

Polecamy w serwisie

Ostatnio komentowane

Słownik pojęć ekonomicznych

Dictionary
alfabetycznie

a b c d e f g h i j k l m n o p r s t u w y z