Link techniczny

KURSY E-LEARNING

Ekonomia wokół nas
Zobacz wszystkie kursy

PREZENTACJE

Komisja Nadzoru Bankowego
Zobacz wszystkie prezentacje

WYSZUKIWARKA

w całym serwisie
Szukaj

Jak sprywatyzowano ryby na Islandii

Marcin Szaleniec | NBPortal.pl | sekcja: Rynki

Dodano: 2009-05-30 18:09:29

Islandia, skalista wyspa na północnym Atlantyku, stała się niedawno sławna z powodu niekompetencji tamtejszych bankierów, którzy nieodpowiedzialnie doprowadzili kraj do ekonomicznej katastrofy. Na szczęście, poza bankowością inwestycyjną Islandczycy mogą pochwalić się oryginalnymi i skutecznymi rozwiązaniami.

Jedną z takich dziedzin jest rybołówstwo. W istocie, jest to jeden z nielicznych działów przemysłu istniejący na wyspie. Od wieków, ocean był głównym źródłem utrzymania Islandczyków. Łowiska wokół wyspy należą do najbogatszych na świecie. Mimo to, przez stulecia Islandia była bardzo biednym krajem.

W 1954 roku amerykański ekonomista, H. Scott Gordon, napisał pracę, w której starał się wyjaśnić następujący paradoks - skoro zasoby Oceanu są niemal niewyczerpane (w latach pięćdziesiątych tak się mogło wydawać), jak to możliwe, że rybacy nie są milionerami?

Wyjaśnienie zaproponowane przez Gordona opierało się na prawie malejących przychodów. Ryby w morzu nie są niczyją własnością, więc każdy może łowić ich tyle, ile chce. Im więcej rybaków łowi ryby, tym mniej ryb pozostaje do złapania. Im bardziej przetrzebione łowiska, tym większy koszt złowienia każdej następnej tony ryb. Trzeba w tym celu spędzać na morzu więcej czasu, czyli więcej wydawać na paliwo, sieci i pensje dla załogi.

Jeśli nawet rybak zainwestuje w większą łódź albo w nowe sieci, jego sytuacja poprawi się tylko na chwilę, dopóki inni nie zrobią tego samego. W ten sposób wzajemna konkurencja rybaków o zasoby prowadzi do tego, że wszyscy działają na granicy opłacalności.

Tak właśnie miały się sprawy na islandzkich wodach aż do wczesnych lat siedemdziesiątych. Problem zaostrzył się, kiedy przez kilka kolejnych sezonów połowy dorsza były wyjątkowo słabe. Wielu rybaków, którzy jakoś radzili sobie w dobrych latach, stanęła na krawędzi bankructwa. Sytuacja wymagała radykalnych rozwiązań i takie rozwiązania znaleziono.

Każdy rybak otrzymał procentowy udział w zasobach rybnych wokół Islandii, zależny od jego dotychczasowych połowów w kilku poprzednich latach. Jeśli na przykład do tej pory wyławiał 1% wszystkich ryb złapanych wokół Islandii, dostał prawo do połowu 1% całorocznego limitu dla wszystkich islandzkich rybaków. Każdego roku naukowcy z Instytutu Badań Morskich określają ile ryb można wyłowić bez ryzyka wyeksploatowania łowisk. Na tej podstawie oblicza się wielkość dopuszczalnych połowów dla posiadacza praw połowowych.

Rozwiązanie takie można uznać za niesprawiedliwe. To, co było własnością wszystkich Islandczyków - każdy mógł kupić kuter i łowić ryby - stało się prywatną własnością kilkuset rybaków. Sprawiedliwe czy nie, ważne, że skuteczne. Rybacy nie musieli już rywalizować, kto najszybciej dopadnie jak największej ilości ryb. Teraz konkurowali w innej dziedzinie -potrafi wyłowić przysługujący mu limit najtaniej. Obniżanie kosztów stało się główną metodą zwiększania zysku.

„Prawa do ryb", jak każda własność prywatna, mogły być dziedziczone oraz sprzedawane. Właściciele kutrów, którzy potrafili łowić najtaniej i najefektywniej odkupywali limity od tych, którym szło gorzej. Jedni i drudzy zyskiwali na tych transakcjach - dobrzy rybacy mogli łowić więcej, ci słabsi dostawali gotówkę i mogli poszukać sobie zajęcia, w którym osiągną większe sukcesy.

Co więcej, ponieważ limity były zbywalne, można było pod ich zastaw uzyskać kredyty na nowe inwestycje.Najlepsi rybacy z łatwością mogli zdobyć kapitał, który pozwolił im łowić jeszcze taniej i skuteczniej. Dzięki temu całe islandzkie rybactwo stawało się bardziej dochodowe i efektywne.

Im bardziej efektywne było rybactwo na Islandii, tym mniej ludzi musiało się nim zajmować. Ryb przecież nie przybywało, za to łowiono je coraz skuteczniej. Mnóstwo utalentowanych ludzi musiało sobie znaleźć inne zajęcie. Część pracowników znalazła zatrudnienie w hutnictwie aluminium, które, dzięki taniej energii geotermalnej, stosunkowo niedawno stało się ważnym przemysłem na wyspie.

Oczywiście, nie wszystkim odpowiada praca na kutrze albo w hucie aluminium. Na szczęście, między innymi dzięki mądrej polityce gospodarczej Islandczyków stać było na solidne wykształcenie młodzieży. Nie przypadkiem ten mały kraj wydał tylu znanym muzyków, jak Björk czy członkowie zespołu Sigur Ros.

W każdym sukcesie jest jednak zalążek klęski. Wielu Islandczyków, których aspiracje sięgały wyżej niż praca na morzu albo w hucie, ale nie mieli talentu Björk, pilnie studiowało finanse. Obznajomieni z teorią rynków finansów, od swoich krewnych-rybaków nauczyli się, że warto jest podejmować ryzyko (niewiele jest tak ryzykownych zawodów jak łowienie ryb na północnym Atlantyku). Odważnie wypłynęli na wody światowych finansów.

W przeciwieństwie jednak do islandzkich rybaków, islandzkim bankierom inwestycyjnym brakło doświadczenia. Międzynarodowy kryzys finansowy okazał się sztormem, który ich zatopił. Warto jednak pamiętać, że nawet w obecnej sytuacji poziom życia na Islandii należy do najwyższych na świecie, między innymi dzięki mądrej polityce rybackiej.


Designed byDesigned by f.k.anda
Mapa SerwisuMapa Serwisu Kanały RSSKanały RSS O serwisieO serwisie KontaktKontakt