Rytwiany - usłyszeć ciszę (1)
Wojciech Chełchowski | Polecamy | Dodano: 2009-06-19W starym klasztorze Kamedułów działa ośrodek, który pozwala oderwać się od szalonego tempa dzisiejszego życia.
Ciche, pełne zadumy i pobożności życie Kamedułów toczyło się tu przez 200 lat. Teraz mury klasztorne ożywają na nowo, choć droga do obecnej świetności była trudna i chwilami wydawała się nie do pokonania. Stare, zmurszałe ściany chyliły się z każdym rokiem ku upadkowi. Odbudowanie kompleksu niosło za sobą olbrzymie wydatki finansowe i gigantyczną operację logistyczną. Dlatego zaskoczenie jest tym większe, bo dziś to, co można w Rytwianach zobaczyć, zapiera dech w piersiach. Mieści się tu bowiem jedyne w swoim rodzaju Relaksacyjno-Kontemplacyjne Centrum Terapeutyczne „SPeS" (salus per silentium - czyli zdrowie przez ciszę).
Memento mori
Rytwiany to miejscowość pod Połańcem, oddalona o 50 kilometrów od Sandomierza. Kamedulski erem, jak zakonnicy nazywali swoje siedziby, został posadowiony w Rytwianach w 1637 roku dzięki fundatorowi, Janowi Tęczyńskiemu. Mnisi wiedli tu spokojny żywot, w zgodzie z wyjątkowo surowymi zasadami, poświęcając czas na kontemplację i modlitwę, pozdrawiając się znaną sentencją „memento mori". Erem zbudowany został w zgodzie z kamedulskimi regułami - otoczony lasem, który symbolizować miał pustynię, na bazie czworokąta, z pięknym barokowym kościołem pod wezwaniem Zwiastowania Panny Maryi w centrum i szesnastoma domkami-eremami pustelników. Los nie oszczędzał kompleksu. Dwa poważne pożary a w początkach XIX wieku carski edykt o kasacie czyli likwidacji klasztoru.
Miejsce to, choć tak urokliwe, popadało w zaniedbanie. W końcu legło w ruinę. Kościół na szczęście ocalał, jednak otaczające go budynki w znacznej mierze wymagały gruntownej odbudowy, po pustelniczych domkach-eremach nie pozostał nawet ślad. Na początku obecnego stulecia zrodziła się idea przywrócenia temu miejscu blasku. Dzięki naszemu członkostwu w Unii Europejskiej pojawiła się szansa na uzyskanie na ten cel dotacji.
Ratowanie dziedzictwa
Pomysłowi patronował ówczesny biskup sandomierski, Wacław Świerzawski. Do wykonania tego trudnego zadania wyznaczył księdza Wiesława Kowalewskiego, który pojawił się w Rytwianach w 2001 roku. Od idei do planów, od planów do czynów - stworzono zespół ludzi, którzy poświęcili temu miejscu wiele swego czasu i umiejętności.
Projekt odbudowy klasztoru nazwano „Rytwiańskie dziedzictwo kulturowe Kamedułów źródłem odnowy kulturowej Europejczyków". W tej nazwie każde słowo ma swe istotne znaczenie i opisuje całą złożoną rzeczywistość historii, teraźniejszości i przyszłości miejsca, które popularnie nazywa się Pustelnią Złotego Lasu.
- Kiedy w 2001 roku stanąłem w Rytwianach mając w ręku biskupi dekret, towarzyszyła mi świadomość, że przede mną zadanie niezwykłe. Zacząłem uczyć się tego miejsca. Odwiedziłem większość kamedulskich pustelni, zgłębiałem ich dzieje i rozmawiałem z zakonnikami. - ksiądz Wiesław Kowalewski wspomina pierwsze chwile w Rytwianach. - Spacerując po sąsiadującym z Pustelnią lesie zacząłem łączyć wszystkie wątki: duchowość mnichów pozdrawiających się szeptanym „memento mori", urokliwość leśnej lokalizacji, bogactwo barokowego wystroju świątyni, przestrzeń i specyficzna tajemniczość. Zaczęła rodzić się koncepcja utworzenia współczesnej pustelni otwartej dla każdego, gdzie człowiek XXI wieku może szukać duchowej odnowy i wypoczynku. Oddalenie od świata i swoista intymność miejsca pozwala przybywać tu ludziom, którzy pogubili się, utracili własną duchowość. Tu w mroku kościoła mogą w ciszy przyklęknąć i przypomnieć sobie słowa pacierza, a po rozmowie z życzliwym kapłanem usłyszeć sakramentalne „twoje grzechy zostały odpuszczone" i w ten sposób uporządkować swoje życie i wrócić do świata z nową siłą.
Papierowy zawrót głowy
W pierwszym opracowaniu wzięto pod uwagę całość prac koniecznych do wykonania, bez uwzględnienia renowacji samego kościoła. Projekt zakładał remont budynków: południowego, zachodniego, domu braci konwersów, eremu Tęczyńskiego; odbudowę narożnika południowo-zachodniego, wozowni oraz 16 eremów-domków pustelniczych; remont i odbudowę dwóch bram klasztornych i murów ogrodzeniowych a także odtworzenie klasztornych ogrodów i budowę niezbędnej infrastruktury: przyłączy, instalacji zabezpieczających, szamba, itd.... Na tak kompleksowy zakres opracowana została dokumentacja techniczna i wszelkie kosztorysy. Na taki też zakres uzyskano pozwolenie na budowę. Adresatem wniosku o pomoc był Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego (ZPORR), który pod hasłem kultura i turystyka mieścił przedsięwzięcia takie jak rytwiański erem.
Ktokolwiek próbował sięgnąć po unijne dotacje, wie, że wymaga to solidnie przygotowanej dokumentacji. Było jednak o co walczyć, więc nikt nie narzekał. Kiedy zgromadzono i opracowano wszelkie niezbędne dokumenty, a było tego mnóstwo, okazało się, że środki finansowe ZPORR (Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego) są mniejsze niż zakładano. Nie było więc wyjścia i gotowy już projekt trzeba było podzielić na dwie części. Jednocześnie wystąpiono do Ministerstwa Kultury o przyznacie środków na uzupełnienie wkładu własnego z programu Promesa Ministra Kultury. Unijne wsparcie wyglądało bowiem tak, że przyznawano dotację na realizację części przedsięwzięcia, pozostałe koszty trzeba było pokryć z własnych środków.
Znikająca nadzieja
Minister przyznał niemal pół miliona złotych. Radość była krótka, bowiem w Urzędzie Marszałkowskim gotówki już zabrakło. Po roku promesa od ministra przeterminowała się i przepadła, nadzieje na pomoc także. Na szczęści w UM wkrótce znalazły się pieniądze tzw. poprzetargowe. Na realizację I części projektu ze ZPORR przyznano 75 procent jego wartości. To była wspaniała wiadomość, jednak trzeba było jeszcze zdobyć brakujące 25 procent udziału własnego. Kilka razy zwracano się do ministerstwa o przywrócenie promesy. Niestety, bez rezultatu. Ksiądz Kowalewski stwierdza, że, jak na ironię, promesę przyznał minister z rządu SLD, a potem wielokrotnie odmówił przedstawiciel PiS. Pojawił się poważny kłopot - bez wkładu własnego ZPORR nie przyznałby dotacji i cała praca poszłaby na marne. Jedynym wyjściem okazało się wzięcie bankowego kredytu.
Wyścig z czasem
Nad wszystkim pracował zespół ludzi. Jedna osoba nie byłaby w stanie okiełznać tak olbrzymiego przedsięwzięcia. Tym bardziej, że czas wyznaczony na realizację był niezmiernie krótki - od chwili podpisania umowy z urzędem wojewódzkim, 20 kwietnia 2007 roku, do całkowitego rozliczenia inwestycji, minęło dokładnie 375 dni.
Do wykonania zadania powołano konsorcjum pięciu firm z różnych branż, dwie firmy budowlane, elektryczną, hydrauliczną i wykończeniową. Prezentem niebios była pogoda, ciepła zima sprawiła, że budowa trwała bez dnia przerwy. To wszystko pozwoliło prowadzić działania precyzyjnie zaplanowane. Rozpoczął się wyścig z czasem.
Rok i dziesięć dni, wydawałoby się, że nie jest to w żaden sposób możliwe, a termin był nieprzekraczalny i jakiekolwiek opóźnienia mogły skutkować konsekwencjami finansowymi. Ale ludzie zaangażowani w projekt po raz kolejny udowodnili, że nie ma rzeczy niemożliwych. Musiało się udać - i udało się. 30 kwietnia 2008, dokładnie w określonym w harmonogramie terminie, inwestycja została zamknięta.
Chwila dla siebie
Dziś dawny kamedulski erem, znów cieszy oczy wspaniałym wyglądem. W kościele codziennie odbywają się msze święte, do mieszczącej 52 miejsca bazy kontemplacyjno-wypoczynkowej ciągną grupy ludzi pragnących oderwania od codziennego tempa życia. Mogą wziąć udział w kilku turnusach zajęć, porozmawiać z psychologiem, wymienić poglądy z kapłanem a przede wszystkim zanurzyć się w leśnej ciszy. Bez telewizji, podrywającego dźwięku telefonu komórkowego, kłębiących się myśli o tym, że znów trzeba coś zrobić natychmiast. Cisza w Rytwianach uspokaja, wystarczy się w nią wsłuchać.
Odwiedź: http://www.pustelnia.com.pl/
Artykuły powiązane
- Rytwiany - budowa diecezjalnego Ośrodka Kultury i Edukacji
- Emaus wita nas (część 1)
- Czas pracy w 2009 roku
- Jak utrzymać klasztor klauzurowy?
- Organizacja wyjazdów wakacyjnych dla grup z parafii
- O czym trzeba pamiętać wyznaczając pracownikowi pracę w 2010 r.
- Emaus wita nas (część 2)
- Czas pracy w 2008 r. i rozliczanie czasu pracy zatrudnionych pracowników
Nowości z działu
-
Konkurs "18. Targi Wydawców Katolickich"
Zapraszamy Państwa do udziału w konkursie pt. "18. Targi Wydawców Katolickich"
-
Wyniki konkursu Opoki i Wydawnictwa Promic "Terapia dla duszy"
Dziękujemy Państwu za udział w konkursie Opoki i Wydawnictwa Promic pt. "Terapia dla duszy". Publikujemy wyniki…
-
Wyniki konkursu Opoki i Wydawnictwa Promic "Za pięć godzin zobaczę Jezusa"
Dziękujemy Państwu za udział w konkursie Opoki i Wydawnictwa Promic pt. "Za pięć godzin zobaczę Jezusa". Publikujemy wyniki…
Polecamy w serwisie
-
Problemy z realizacją KNS w Polsce. Wnioski z rozmowy Smitha z Gościem
W realizacji bogatej społecznej refleksji Kościoła należy położyć nacisk na te elementy, które w aktualnych warunkach zasługują…
-
KNS w ocenie zwolennika wolnego rynku
Czy da się pogodzić społeczne nauczanie Kościoła z liberalizmem gospodarczym? Jaka powinna być rola państwa w realizacji…
-
Bezrobocie. Zawsze zło, często klęska
Brak pracy pociąga za sobą negatywne skutki zarówno dla poszczególnych osób czy rodzin, jak i dla całego życia społecznego…
Ostatnio komentowane
-
Konkurs "18. Targi Wydawców Katolickich"
Zapraszamy Państwa do udziału w konkursie pt. "18. Targi Wydawców Katolickich"
-
Człowiek - podmiot pracy
Katolicka nauka społeczna proponuje wyjątkowy punkt wyjścia dla funkcjonowania społeczeństwa. W oparciu o naturę i powołanie…
-
Kodeks Dobrych Praktyk SKOK wzorem dla świata
Portal Smart Campaign ocenił Kodeks Dobrych Praktyk i Zasady Działania Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych jako…
Baza wiedzy
- Ekonomia od A do Z: Modele w ekonomii
- Ekonomia od A do Z
- Ekonomia od A do Z: POLITYKA HANDLOWA - Cło
- Ekonomia od A do Z
- Spekulacja i arbitraż a system cen
- Ekonomia od A do Z
- Harmonia interesów w ekonomii
- Ekonomia od A do Z
- Ekonomia od A do Z: Bezrobocie i rynek pracy
- Ekonomia od A do Z





Komentarze
Ilość komentarzy: dodaj komentarz rozwiń wszystkie