słuszna uwaga!!!
Może w ramach promocji polit...
partyzant
Co roku Główny Urząd Statystyczny publikuje wyniki badania zamożności i rozwarstwienia społecznego w Polsce, sporządzanego na podstawie rozmów ankieterów GUS z aż 24 tysiącami celowo dobranych rodzin. Można więc założyć, że w ten sposób udaje się uzyskać wierny obraz stanu rzeczy, a nie tylko szacunkowy. Co więc mówi nam ostatni raport GUS o poziomie życia w Polsce, opublikowany w drugiej połowie czerwca 2007 roku?
Różne miary różnic
Mówi przede wszystkim to, że wskaźniki rozwarstwienia społecznego są u nas przeciętnie sporo wyższe niż średnio w Unii Europejskiej (gdy miała ona 25 państw). Oto bowiem przeciętny dochód na osobę w 20 procentach rodzin najzamożniejszych był w Polsce w 2004 roku aż 6,6 razy większy niż w 20 procentach rodzin najniżej sytuowanych. Analogiczny wskaźnik dla UE wynosił 4,9.
Różnice społeczne mierzy się na różne sposoby. Dla ilustrowania skali nierówności społecznych często używany jest tak zwany wskaźnik Giniego. Jest on konstruowany w oparciu o metodologię stworzoną przez uczonego o tym nazwisku. Przybiera wartości w przedziale od zera do jednego. Wskaźnik zero miałoby idealnie egalitarne społeczeństwo, a więc takie, w którym wszyscy mieliby dokładnie takie same dochody. Z kolei wskaźnik jeden charakteryzowałby takie, w którym tylko jedna osoba miałaby cały dochód, a reszta społeczności byłaby go pozbawiona. Inaczej mówiąc, im wyższy jest wskaźnik, tym więcej dochodów ma wąska grupa obywateli, a mniej szerokie rzesze ludności.
W roku 2004 wskaźnik Giniego wynosił w Polsce 0,36, a dla całej Unii 25 państw był niższy, bo wyliczono go na 0,31.
Przedsiębiorcy i rolnicy
Jak łatwo się domyśleć, najlepiej sytuowani są w Polsce przedsiębiorcy. Przeciętny dochód przypadający na jednego członka takiej rodziny wynosił w 2004 roku ponad 15 tys. złotych, podczas gdy w rodzinach rolniczych był więcej niż dwa razy niższy - wynosił zaledwie 6877 zł (dodajmy, że od 2005 roku rodziny rolnicze dostają dopłaty bezpośrednie ze środków unijnych, co w ostatnim okresie poprawiło ich pozycję względem reszty społeczeństwa).
Ale nie tylko rolnicy tworzą grupę najuboższych.
W Unii Europejskiej przyjęto, że do zagrożonych ubóstwem zalicza się rodziny, w których dochód na osobę wynosi poniżej 60 proc. mediany dochodów w danym kraju. Mediana - przypomnijmy - to wartość oddzielająca dwie równe połowy, tych którzy mają więcej niż wynosi mediana i tych, których dochody są poniżej mediany.
Przy takiej definicji w Polsce zagrożonych ubóstwem było w 2004 roku 21 proc. obywateli, podczas gdy w całej UE 16 proc.
To nie emeryci
Jednak ciekawy jest fakt, że podczas gdy w całej Unii na ubóstwo narażone są w dużej mierze osoby po 65 roku życia (co piąty ubogi), to w Polsce emeryci dużo rzadziej zasilają szeregi ubogich (w 7 procentach). To potwierdza, że popularny stereotyp, często powielany w mediach, zgodnie z którym za najuboższych uważa się emerytów, jest nieprawdziwy. Polska jest wciąż stosunkowo niezamożnym krajem, dlatego emerytury też nie mogą być wysokie. Ale jeszcze niższe - relatywnie - są u nas płace, dlatego relacja przeciętnej emerytury do przeciętnej płacy wypada u nas lepiej dla emerytów niż w większości innych krajów.
W Polsce dużo większe problemy materialne mają rodziny wiejskie, a także wielodzietne rodziny pracownicze.
Skąd się to bierze?
Dane GUS nie dają odpowiedzi na pytanie, dlaczego różnice dochodowe są w Polsce wyższe niż przeciętnie w całej Unii Europejskiej. Łatwo jednak zgadnąć, że pogłębianie się nierówności jest charakterystyczne dla krajów szybko transformujących swoje gospodarki. Zawsze gwałtowne przestawianie gospodarki, intensywne procesy prywatyzacyjne jednym stwarzają okazję do szybszego niż w normalnych warunkach wzbogacenia się, innych zaś spychają niżej na drabinie społecznej, choćby w wyniku pojawienia się otwartego bezrobocia. Organizacje państwowe mają różne możliwości łagodzenia nadmiernych różnic w dochodach. Jednym z podstawowych instrumentów jest polityka podatkowa. Często jednak są ostrożne w ich stosowaniu, bo boją się osłabienia aktywności najbogatszych, a od niej zależy w dużej mierze wzrost gospodarczy, a zatem i materialny awans uboższych.
Jednak dopuszczanie do nadmiernego rozwarstwienia też może mieć fatalne konsekwencje, bo grozi narastaniem konfliktów społecznych, również groźnych dla rozwoju gospodarki.
Wydaje się, że w polskich warunkach zmniejszaniu różnic społecznych służyłaby reforma podatkowa nakierowana na zwiększenie roli podatków majątkowych, energiczniejsza walka z szarą strefą i zmiana polityki społecznej z biernej, ukierunkowanej na dawanie zasiłków na taką, która ułatwia ludziom gorzej sytuowanym znalezienie lepszej pracy, podnoszenie kwalifikacji i samodzielne zwiększanie dochodów własnej rodziny.
słuszna uwaga!!!
Może w ramach promocji polit...
Mieszkanie jest majątkiem. Dużej rodzinie potrze...