Demokracja przed wolnym rynkiem
Krzysztof Bochus | NBPortal.pl | sekcja: Analizy
Dodano: 2007-12-07 02:40:36
„Czy liberalizacja gospodarki powinna poprzedzać demokratyzację? Relacje przyczynowo-skutkowe pomiędzy preferencjami politycznymi a rozwojem gospodarczym " - to tytuł opublikowanej w sierpniu 2007 roku przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) analizy autorstwa dwóch ekonomistek związanych z tym bankiem - Pauline Grosjean i Claudii Senik (cały tekst ich raportu dostępny jest na stronach internetowych banku www.ebrd.com).
Nie wszyscy są za...
Do analizy wykorzystały one głównie badania przeprowadzone przez EBOR wiosną tego roku wśród kilkudziesięciu tysięcy obywateli krajów postkomunistycznych, w tym oczywiście Polski. Badano wtedy m.in. świadomość i nastawienie ludzi do demokracji i zasad wolnego rynku. I okazało się, że Polacy wypadli w tych badaniach słabo - jeśli oczywiście uznajemy, że demokracja i wolny rynek są wartościami pożądanymi. Znaleźliśmy się w ogonie rankingu. Najsłabiej poglądy wolnościowe zakorzenione są w Rosji, mało sympatii do wolności mają też obywatele kilku azjatyckich krajów byłego imperium ZSRR. Zaraz potem jest Polska. U nas jednoznacznie za demokracją wypowiada się 54 proc. obywateli, a za wolnym rynkiem 40 proc. To odsetki są porównywalne, a nawet nieco gorsze niż na rządzonej od lat dyktatorsko Białorusi, gdzie demokrację jako sposób organizacji życia narodu popiera (przynajmniej werbalnie w tym badaniu) niemal tyle samo osób co w Polsce (52 proc.), a ideę wolnego rynku uznaje za dobrą sporo więcej, bo 48 proc. Białorusinów.
Gwoli ścisłości dodajmy, że jawnie za rządami autorytarnymi opowiada się w Polsce 17,5 proc., a za gospodarką planową niespełna 15 proc. obywateli. Reszta nie ma wyrobionego zdania, a to zwykle oznacza, że jest im obojętne, w jakim systemie będą żyć.
To są odsetki średnie, bo oczywiście im wyższy stopień wykształcenia, tym mocniej doceniamy wagę demokracji i wolności gospodarczych. Na oceny silnie wpływa też miejsce zamieszkania. Na polskim Podkarpaciu, przy granicy z Ukrainą, wolny rynek akceptuje tylko 13 proc. obywateli, ale już wśród osób mieszkających w pobliżu granicy z Czechami ten odsetek sięga 45 proc.
Marnym pocieszeniem jest fakt, że we wspomnianych Czechach i innych krajach wyprzedzających nas w tym rankingu odsetki poparcia dla demokracji i wolnego rynku są wyższe tylko o kilka punktów procentowych.
Tak jak marnym pocieszeniem jest i to, że najwyższe poparcie dla wspomnianych wartości występuje w krajach, które wolnością cieszą się jeszcze krócej niż my, nie doświadczyły więc jeszcze syndromu zmęczenia otaczającą rzeczywistością. Bo tak można wytłumaczyć optymizm obywateli Albanii czy Mongolii.
Wartość nadrzędna
Analizując te postawy społeczne oraz raporty oceniające rzeczywisty stan demokracji i stopień liberalizacji gospodarek poszczególnych państw, autorki doszły do konkluzji, że sama deregulacja ekonomiki nie ma wpływu na demokratyzację danego kraju. Jest to z jednej strony zgodne z potocznymi obserwacjami, dotyczącymi na przykład Chin, które w wielu segmentach gospodarki wprowadziły bardzo liberalne rozwiązania, ale w sferze politycznej utrzymują dominację partii komunistycznej. Z drugiej jednak strony dość popularny pogląd głosi, że w długim okresie liberalizacja gospodarki prowadzi do bogacenia się obywateli, umacniania się klasy średniej, a to zwiększa nacisk na demokratyzację.
Jak jednak słusznie zauważają autorki, historia i teraźniejszość zna wiele przykładów, gdzie rządom autorytarnym towarzyszyła względna wolność w sferze gospodarki. Ale nie ma żadnego przykładu kraju demokratycznego, w którym nie byłoby wolnego rynku. Tak więc jeśli mielibyśmy już wybierać, o co należy troszczyć się w pierwszej kolejności, o demokrację, czy o wolności gospodarcze, to niewątpliwie nadrzędna jest pierwsza z tych wartości. Choć oczywiście, gdy na wywalczenie demokracji nie ma szans, to z dwojga złego prawdopodobnie lepiej żyć pod rządami autorytarnymi doceniającymi zalety rynku (jak w Chinach) niż tam, gdzie nie ma ani swobód obywatelskich, ani ekonomicznych, jak na Kubie.

Gospodarka
Finanse
Pieniądz
Rynki
Analizy



